Potrzebuję miłości

Potrzebuję miłości. Gubię się już w dniach, w chwilach. Znów piszę na telefonie, nie mam internetu w komputerze. Czasami bardzo chciałabym coś napisać, a nie potrafię. Otwieram pustą kartkę mojego bloga i patrzę na nią, po czym zamykam i wychodzę…

Potrzebuję być małą istotką, Panie ze skrzydłami, potrzebuję być Twoją małą istotką, którą przytulisz gdy wrócisz do domu, z pola bitwy. Chciałabym się zgubić, zagubić się na dobre, gdzieś daleko… Chciałabym żeby mnie ktoś uratował. Żeby moje życie było bardziej barwne. Jestem cicha i bezgłośna wobec tego. A to mnie dławi. Czy już nie mam wyboru?

Płacę za to cenę jaką mogę…

1295210095_by_marcin1990_600

Jest mi smutno, nie mam nawet gdzie być bo trwa remont. Tęsknię za moim miejscem. Niektóre miejsca są ładniejsze kiedy nie świeci na nie słońce. Czasem zaatanawiam się, dlaczego działam tak dziwnie. Nie chę inaczej? Może nie potrafię…  Zastanawiam się co mnie czeka za jakis czas. Co się zacznie. Zaczyna się czas oczekiwania i nie chcę go zmarnować, nie chcę. Zaczęłam czytać książkę, może choć ona przeniesie mnie w inny świat.

Dlaczego nie mam przyjaciół? Prawdziwych… Ludzie mnie opuścili. A inni mają, żyją wśród ludzi… Bo dla mnie człowiek to coś więcej, a dziś przyjaźń nie jest prawdziwa. Jest rzadko. Ale dlaczego? Chciałabym, może… Czy to za wiele?

Panie ze skrzydłami,  obejmij mnie swoimi skrzydłami, może one pozwolą mi się unosić, bo nie mam czasem siły, by iść… Wiem, że możesz nie chcieć tego wszystkiego co ja, możesz inaczej żyć, widzieć to wszystko. Nie wiem czy zapytasz, czy też nie, czy będę gotowa by to wszystko przyjąć. Czy się zgodzisz? Nie wiem czy zaakceptuję taką wizję, której ciągle mi brakowało. Dlaczego nie chcesz powiedzieć,  że odejście od tego jest po prostu prostsze, łatwiejsze, jakoś bardziej pociągające. Nie chcesz standardowego życia, ja też nie ale nie potrafię się zgodzić z Twoją wizją, chcę być gdzieś daleko, chcę mieć własny świat… Nie mam planów, dziś ani jutro mój świat się nie rozsypie. Nie wiem co mam myśleć, moje myśli są jak przeciągająca się lina, napięta do granic możliwości, czująca, że za chwile może pęknąć. Czym mam żyć? Nie wiem…. Chyba zostawie ten świat… Tak chyba będzie najlepiej…

images

Ten wpis został opublikowany w kategorii Potrzebuję światła... i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Potrzebuję miłości

  1. ~Anonimowy pisze:

    Chodź, ja Cię przytulę :) . Mało co tak poprawia humor jak dobry przytulas. No chyba, że ciepłe kakao :D .

    Pozdrawiam cieplutko,
    trzymaj się Bluesowa „Dynerys” ^_-

    • Blue Daenerys pisze:

      Oj… przytulas… :’-) Tak, kakao… takie ciepłe i kołderka, kocyk i laptop… na te zimne, deszczowe dni, tego mi trzeba :)
      Dziękuję, również pozdrawiam,
      też się trzymaj,
      ja jakoś się trzymam…:)

  2. ~Schizofrenik pisze:

    Każdemu należy się chociaż trochę miłości.
    Życzę żeby w Twoim życiu było wszystko dobrze.
    Przytulam mocno życząc wszystkiego dobrego. :)

    • Blue Daenerys pisze:

      Czy każdemu…? Seryjnemu też? Pewnie jej chce… ale czy mu się należy? Cóż, nie nam to oceniać, lecz jeśli masz na myśli przeciętnego obywatela rp, to tak, powinien mieć miłość, bo każdy człowiek jej pragnie. Jednak, czy czy dostanie to zależy od wielu czynników.
      Dziękuję Ci, mam nadzieję, że jakoś powoli się wszystko ułoży w moich emocjach i odnajdę jakąś drogę.
      Również przytulam, trzymaj się cieplutko :)

  3. ~Paulina pisze:

    Hej :) Nie mam pojęcia, jak Ty odczuwasz, jaka jest Wasza relacja. Nie mam pojęcia generalnie, jak to można odczuwać – bycie z kimś. Po prostu nie mam takich doświadczeń… Zastanawiam się, czy nie warto zwyczajnie i całkiem wprost powiedzieć o swoich potrzebach i pragnieniach. Nie wiem tego, ale bardzo możliwe, że na szczerości, na byciu wprost i naprawdę sobą opiera się relacja. Prawdziwa, no i chyba taka, o jakiej marzysz.
    Pozdrowienia :)

    • Blue Daenerys pisze:

      Też nie miałam doświadczenia bycia w oficjalnym związku jeszcze do grudnia ubiegłego roku. Powiem Ci, że myślałam, ze to będzie jakieś bum w moim życiu, bo zawsze potrzebowałam ciepła, miłości…a było jakoś tak normalnie, zwyczajnie, może czasy wiecznego bum już minęły. Cóż…teraz po prostu czuję, ze kogoś mam, kogoś kto jest przy mnie, kto wspiera. Warto rozmawiać, zawsze warto, powiedzieć… a najlepsze jest to, że Pan ze skrzydłami doskonale wie o moim wewnętrznym rozdarciu, o tym, ze nie wiem, którą drogę mam wybrać, jakie decyzje podjąć… Wie, ale nie może mi niczego narzucić. Więc czeka na mój ruch, na jego miejscu zrobiłabym to samo… przecież oboje mamy być też sobą, a nie wzajemnie nakłaniać się do tego, czy tamtego, by być razem i być sobą każdy z nas musi podjąć własną decyzję… pozdrawiam…

      • ~Paulina pisze:

        Oficjalny czy nie oficjalny, miałam na myśli związek po prostu, choćby taki, jak to się mówiło w wieku lat nastu „chodzenie ze sobą”. Pewnie trudno mi zrozumieć, co miałaś na myśli w Twoich słowach. Zastanowiło mnie to, że piszesz: „dlaczego nie mam przyjaciół?”. Czy on nie jest przyjacielem? Teraz piszesz, że masz kogoś, kto jest i wspiera, kto Cię rozumie… Czy to nie jest przyjaźń?

        • Blue Daenerys pisze:

          Eh, te związki , widzisz Paulo były inne, nacechowane młodzieńczym zrywem, powiewem zauroczeń, przemijających emocji, tchniętych młodością i nie zważaniem na nic innego i na (niestety) nikogo innego… to była miłość do „ja”. Ja kogoś kocham, to było najważniejsze, a nie „ta druga osoba mnie kocha, chcę być kochanym przez nią i to ją stawiam w równie ważnym punkcie”. On jest w pewnym sensie przyjacielem, osobą, której mogę powierzyć swoje najskrytsze sprawy, ale przyjaźń w miłości to nie przyjaźń nie „obarczona” miłością, taka jak do koleżanki, z którą potrafiłam przegadać całe dnie. Człowiek potrzebuje różnych relacji by czuć się dobrze. A relacja miłości i koleżanki jest nieporównywalna, ma inne cechy, zupełnie inne… i chyba obie potrzebne. Choć gdy wrócisz w moich wpisach spotkasz tam jedną osobę- Indianera, który, myślę, że właśnie był w pewnym sensie moim „dopełnieniem” przyjaźni, a przynajmniej wierzyłam, że jest, miał w sobie coś, co było jedyne w swoim rodzaju…nie spotkałam drugiej takiej osoby i chyba nigdy już nie będę w stanie obdarzyć tak zapatrzonym uczuciem. Cóż, dorosłam, zmieniłam się. Skończyła się i podróż z Indianerem…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>