Wiosenny spacer

Właśnie wróciłam z wiosennego spaceru. Choć tak piękna pogoda ma utrzymać się tylko dziś, na dworze czuć już wyraźnie wiosnę w powietrzu. I te +15 stopni, och… Idąc tak, pośród lasu, zastanawiałam się nad tym, co mam zrobić, czym się zająć. Jak na razie mój zapał i pomysły stanęły w miejscu. Ale i tak, pomimo tego, takie nagłe przybycie prawdziwej wiosny poprawiło mi humor. Ta pora roku nastraja optymizmem i chęcią do działania, to też powoli zaczynam znów działać. Choć mamy dopiero luty, a właściwie jego końcówkę, dało się odczuć już powiew ciepłego wiatru, a po lesie rozchodził się charakterystyczny leśny zapach, który można poczuć podczas ciepłych pór roku.

To wyjście napełniło mnie energią, po wczorajszym jej gwałtownym spadku, kiedy to wewnętrzne demony znów dały o sobie znać i popłynęły łzy. Dopiero Pan ze skrzydłami poprawił mi nastrój…

A teraz o samym lesie…

Mój las, który rośnie tuż za domem to pozostawione po wydobyciu kamienia pagórki i łąki, wszystko pokryte trawą i zaroślami. Kiedyś, kiedy byłam jeszcze dość małym dzieckiem, lubiłam tam przebywać ze względu na ilość maków, jaka tam się znajdowała. Było tam całe pole maków, sporadycznie można było zobaczyć też chabry. Uwielbiałam się w nich bawić. Później jednak wszystko pokryło się wysokimi trawami i brzozami, które tworzą w sumie niemały las liściasty. Od czasu do czasu zobaczyć tam można drzewo iglaste. Są też niewielkie rozpadliny i… wąwozy, które jak na wydobycie kamienia są dość duże. Cały krajobraz jest bardzo malowniczy, choć widzi się też pełno śmieci, gdyż niestety ludzie zaśmiecają to środowisko. Chłopaki jeżdżą na quadach, bo to świetny teren do jazdy na motorach czy quadach, więc wiele dróg po prostu jest rozjeżdżonych do tego stopnia, że gdy przychodzi deszcz, płyną tam rzeki razem z błotem. Przez to, gdy spojrzy się na krajobraz jest on nieco zniszczony i „poharatany” od motorów, jednakże sam widok potrafi czasem wzbudzić zachwyt.

Jest to jedyny teren, który nie kojarzy mi się z problemami. Mogę tam wiele przemyśleć, popatrzeć na okalającą mnie przestrzeń. Nie wiem co takiego we mniej jest, że przestrzeń sprawia, iż czuję w sobie wolność…

Było mi to potrzebne, gdyż wczoraj znowu wróciły wspomnienia o Indianerze, o M. o przeszłości. to ciężkie. Czasem kiedy to wszystko skumuluje się, mam ochotę krzyczeć, a w gardle czuje ściskające łzy… Przypomniały mi się czasy, kiedy musiałam to ukrywać przed wszystkimi. To, że znów płakałam, że cała jestem rozmazana… Potem przyjechał Pan ze skrzydłami, zasypał pocałunkami, zapomniałam…

Nie wiem na jak długo…

Nie lubię czasu, kiedy to wszystko do mnie wraca i odbija się niczym bumerang…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , | 2 komentarzy

Lustro weneckie i zachody słońca…

Wczoraj rano czułam ogromne napięcie. W zasadzie do teraz je czuje, choć zdaje się być lżejsze. Znów przynudzam o sobie, tak… Wczoraj pojawiła się decyzja, próbuję to jakoś wszystko poukładać. Zamieścić w swojej głowie, choć czasem mam całkowicie dość. Czuję, że nie zdążę, czuję, że nie zdążę totalnie z niczym. Tyle rzeczy się wokół mnie dzieje. To ciężkie. Nie nadążam, gubię się już w tym wszystkim… Znowu dopada mnie ten dziwny czas, iż z jednej strony czuję, że coś się koło mnie dzieje, z drugiej zaś jestem jakby odsunięta od tego. Jakbym oglądała to wszystko przez jakąś szybę. Jakbym była za lustrem weneckim… Raz ogarnia mnie smutek, za chwilę potrafię się cieszyć.

Przyjechał Pan ze skrzydłami. Przynajmniej przy nim mogę zapomnieć o tym, co mnie gnębi gdzieś w środku, nie daje spokoju. Z jednej strony czuję wielką radość, która momentami mnie przepełnia, z drugiej zaś obawę. Te uczucia i odczucia mieszają się tak gwałtownie, że nie sposób je jakoś okiełznać…

Czuję, że tylko definitywne nadejście wiosny byłoby w stanie teraz poprawić mi humor na dłużej. Otoczenie, w którym  czułabym się bezpiecznie, te drzewa, krzewy, las, pachnący tyloma zapachami, słońce świecące znów tyloma barwami, te piękne zachody. Upajam się teraz, w tym dziwnym okresie roku każdym promykiem słońca. Wczoraj, choć zaświeciło na chwilę, czułam zachwyt. Taki sam zachwyt, jak każdego dnia lata, kiedy jest piękny, słoneczny dzień, a niebo pod jego koniec mieni się milionami kolorów. Tego uczucia mi brakuje, zachwytu… Zima to czas, w którym nie potrafię tego poczuć. Choć jest ładna i miejscami zadziwia, na przykład w górach, kiedy wyjdzie się na wysoki szczyt zimą, to jednak nie potrafi mnie tak zachwycić… W lato, patrząc na zachód słońca nad moją krainą, czuję pełną patetyczność życia i ludzkiego istnienia. Kiedy wprost z nieba wpadają do moich oczu różnorakie kolory, a cienie wydłużają się na tak zielonej trawie, by za chwilę zniknąć. Potem, słońce, choć już zachodzi, rzuca jeszcze ostatnie swoje promienie na rosnące w pobliżu drzewa, które w tym momencie zdają się mienić tysiącami odmień zieleni, od zieleni tak zielonej, ze przypomina żółć aż po ciemną zieleń, w miejscach, gdzie promienie słońca nie mogą już dotrzeć…

Potem, kiedy już słońce opuści zielone, najwyższe liście brzóz, zapada… cisza… Niepowtarzalna cisza… Takiej ciszy nie da się drugi raz powtórzyć w zimie, ani nawet w mieście. Ona jest po prostu niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju. Z daleka szczeka jakiś pies, większość roślin wtedy zamiera, najczęściej cichnie wiatr. Nie ma już wtedy nikogo na dworze… rzadko kiedy więc słychać jakieś ruchy. Jestem sama i mimo, że zdaję sobie z tego sprawę, jakoś nie zaczynam się bać, wręcz jestem jeszcze przesiąknięta zachwytem…Robi się coraz ciemniej i bardziej cicho, w końcu świat zmienia się, jakby powleczony był szarą osłoną… wtedy włącza się lampa stojąca nieopodal. To znak, że za chwilę mój świat zaśnie i otuli się ciemną nocą…

To wszystko dzieje się w przeciągu czasem kilku minut, czasem dłużej, jeżeli dłuższy jest dzień… Tak, czy inaczej, nie zapomnę tych chwil już chyba nigdy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERATęsknię za nimi…

Rano wyszykowałam Pana ze skrzydłami, potem zjadłam pączka od „teściowej” i myślę, jakby ułożyć parę zdań. Poznajdywałam stare zdjęcia, przekopując sterty folderów za tym jednym , które widzicie powyżej. To cień świerka rosnącego przy moim domu…  Teraz pewnie będę myślała, co zrobić z tymi wszystkimi zdjęciami, bo jest ich… masa… chyba więcej niż dziesięć tysięcy…

 

Opublikowano Refleksje różnorakie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

„Kolejny smutny, szary i martwy dzień..”

Siedzę… czuję, jak życie ucieka mi przez palce, jak się gubi gdzieś daleko. Przedwczoraj wieczorem sprzęty w domu były takie zimne i szare. Przy zachodzącym świetle wyglądają zupełnie inaczej. Kiedy zbliża się zmrok, można by powiedzieć, iż są opcje. Własne meble we własnym domu… Czuję, że ogarnia mnie niemoc. Od paru dni… już od dawna… wczoraj pojechał Pan ze Skrzydłami. Tak, to były dwa dobre dni… brakowało mi go. Dziś wzeszło słońce, o dziwo, mogę je zobaczyć. Wzeszło, a z nim promyczek mojej nadzieji, na to, że dziś coś się zmieni, że przywołam siebie  do porządku, że się jakoś odnajdę w tym chaosie myśli… nuszę się uspokoić. Liczyam na to, że może pójdę na długi spacer, wyciszę się, pomyślę. Ile razy juz tak robiłam… Słońce właśnie się schowało. A ja czekam, co przyniesie dzisiejszy dzień… Zastanawiam się nad tym czy aby nie zmienić nazwy tego blogu. Bluesowe opowieści są pewnym jego rozdziałem, a być może teraz zacznę pisać nieco inaczej. Moja motywacja i zaangażowanie wznosi się i upada jakby płynęła na fali… ale, życie większości twórczych jednostek nie jest i nie było łatwym.

Mam kilka postanowień… Nie ranić się, wybaczyć sobie, nie zadręczać się i… robić to na co mam ochotę.

„Kolejny smutny szary i martwy dzień.

Zatrute życie tak szybko straciło swój sens… ”

Oddział Zamknięty-”Życie we śnie”

się przyczepiło…

Opublikowano Krótkie przemyślenia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 3 komentarzy

Walentynki – przeszłość, która dogania

Wczoraj widziałam Indianera… Najpiękniejszy prezent na Walentynki. Tak… z pewnością o niczym innym nie marzyłam jak tylko zobaczenie go, znów, w taki dzień. Czasem kiedy go widzę potrafię zignorować jego postać, a czasem boli, aż za bardzo. Wczoraj bolało. Miałam pisać wczoraj, na świeżo, dziś już emocje ostygły.

Czasem zastanawiam się, dlaczego do cholery musiało się to tak skończyć? Nie mogło inaczej? … Dlaczego? Choć wiem, że to zupełnie zamknięty rozdział mojego życia, to pytanie przewija mi się przez głowę raz na jakiś czas i jest ciągle takie samo.

W walentynki, jak co roku z resztą przypomina mi się kartka wysłana  z tej okazji przez niego już lata temu. I wraca znów pytanie… dlaczego?

Kiedy nie tak dawno jeszcze, oglądałam jego zdjęcia z obecną kobietą czułam się dziwnie. W sumie, nie wiem czemu czasem jeszcze potrafi mnie to zainteresować. Ale obejrzałam, pierwszy raz od… roku…Łzy jakoś same napływały do oczu. A w głębi pytałam się „Dlaczego byłam taka głupia?” Nie płakałam już za nim, płakałam raczej nad sobą… Nie powinnam mu była zaufać, uwierzyć, przywiązywać się. I choć wiem, iż to bzdura, bo decyzji nie ocenia się po skutkach  to czułam się źle.  W sumie, na własne życzenie zmarnowałam sobie kawał czasu myśląc o nim, nadal to robię, choć tylko czasem… W zwykłym dniu go już nie ma. Potem m się śnił, że przyszedł, że mówił, iż to była pomyłka.

Kiedy patrzę na niego teraz, na jego twarzy widnieje teraz tylko jedno… brak zrozumienia dla innych i siebie samego. Taki okropny brak…. niczego tam nie ma, niczego… Jest zwykłym egoistą. Nie potrafiącym zobaczyć prawdziwości przesłania człowiekiem.

Czasem mi się śni. Siedzi odwrócony tyłem do mnie, nad jakąś przepaścią i mówi, że jest sam… że nic już nie pozostało. Dziwią mnie te sny, przecież na jego twarzy nie ma już nic. Więc to tylko moje myśli. Projekcja mojej podświadomości…

Chciałabym raz na zawsze wymazać go z mojej głowy,

nie jest wart tego, żeby tam być.

7694286

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , | 6 komentarzy

Mały, wielki początek! I… Wilki! ;)

Kochani moi! Z radością chciałam Wam napisać, iż prawdopodobnie już niedługo będziecie mogli przeczytać, to, co udało mi się do tej pory naskrobać w wirtualnym notatniku mojego komputera. Jestem bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy. Zawsze bowiem chciałam być w jakiejś grupie ludzi piszących i wreszcie się udało :) Nie wiem, czy powstanie tutaj link prowadzący do stronki, gdzie będą moje teksty, ( nad tym się jeszcze zastanowię, bo może lepiej będzie porozsyłać maila tylko stałym czytelnikom.) Chodzi mi o zachowanie anonimowości i utrzymanie mego blogu w pełnej tajemnicy. Za dużo tu emocji, wspomnień, osobistych przeżyć. Nie chcę, aby ktokolwiek z osób, które znam dowiedział się o tym blogu. 

Cieszę się na to jak małe dziecko… Muszę jednak poprawić parę tekstów, parę jeszcze napisać… Fajna zabawa to ale i też wyzwanie. Stworzyć coś nowego, od początku do… jakiejś części, to zupełnie nowa przygoda i duuużo blogowej pracy. Od nowa, ale, mam nadzieję, że będę się fajnie bawić wśród nowych ludzi, również piszących. Oczywiście Was moi drodzy nie zostawiam, próbuję tylko poukładać jakoś miejsca w sieci, żebym miała i bloga osobistego, gdzie będę anonimowa i stronkę z tekstami, esejami nie dotyczącymi życia osobistego w większej części, chyba, że w wierszach…

Dzisiejszy dzień przyniósł mi więc nadzieję, radość i poczucie początku czegoś nowego. Robi się „fajnie”. :)

Lenka pisze, iż wilki zaczęły się przemieszczać w te zimę… Teraz wchodzę na internet, czytam, szukam, ale nic takiego nie widzę. Jednak dotarłam do informacji, że ich ruja przypada własnie na luty, marzec. Być może ich wędrówki spowodowane są tym, że szukają samic do rozrodu w tym okresie. Eh… nie dają nam spokoju te wilki.

wilk

Więc tak tematycznie, nie wiedziałam, którą wybrać, bo dużo tego, ale padło na jedną z najbardziej znanych:

I piosenka, którą kocham, ze względu na tekst oraz przesłanie… 

A ja idę, szukać tekstów i przygotowywać się na  mały wielki początek :)

Miłego popołudnia wszystkim! :)

Opublikowano Refleksje różnorakie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 6 komentarzy

W poszukiwaniu… Mały powrót do działania!

Rano wyprawiłam Pana ze skrzydłami do szkoły. Fajnie mieć dla kogo wstać. Z drugiej jednak strony nie chciałoby mi się wstawać tylko po to, by robić kanapki. Jest poranek w niedzielę. W domu rano było bardzo zimno. Wczoraj zrobiłam jeden z większych kroków, aby nie dać się monotonni i brakowi motywacji. Małymi kroczkami idę do przodu, coś zaczyna się dziać. Mozolnie i powoli, ale jednak. To mnie cieszy. Muszę w tym wytrwać. Muszę, inaczej wszystko pójdzie na marne. Muszę nauczyć się coś zaplanować i dokończyć to. Teraz to jest ważne.

Już sam kolejny wpis na blogu, jaki pojawia się tutaj przez kolejny dzień z rzędu jest tam jakimś małym działaniem i wyrazem motywacji, wiec nie jest źle :) Wczoraj wieści z frontu, że grupa nawet i beze mnie się sypie. Pojedyncze jednostki z niej odchodzą, odlatują. Wiadomo, każdy na dobrą sprawę ma swój świat, myślałam jednak, że dłużej to potrwa. No cóż, zapewne jeszcze się ułoży zgoła inaczej między ludźmi, jeszcze tyle czasu przed nami.

Znów omijam prę wydarzeń, o których miałam tutaj pisać. Muszę nadrobić. Wczoraj poszłam śladem tego wilka, gdyż nie dawało mi to spokoju. Wychodzi na to, iż sobie wędrował po prostu  i tylko tutaj przechodził, choć nie jest do końca powiedziane, że to wilk… Jednak nie spotkałam tak dużego psa w okolicy do tej pory. Dla unaocznienia wstawiam zdjęcie, jednak ślady znalezione przeze mnie są dużo większe…

Closeup of Coyote tracks in snow Hemmingford,Quebec,CanadaDoszłam do miejsca gdzie ślad się gubi. Stopniało już za dużo śniegu i nie byłam w stanie iść dalej, mogę tylko przewidzieć, gdzie wybrał się zwierz. Śladów jednak nie ma tam, gdzie są otwarte przestrzenie, co również mogłoby wskazywać, iż mógł to być wilk, no i idzie raczej… w linii prostej. Ciekawe… Prócz tego wszystko w lesie zdeptane jest przez jakieś małe ślady saren lub też dzików, dlatego łatwo się pogubić przy podążaniu za jednym tropem.

Tropienie jest fajne, jednak pragnę już wiosny, tych rozkwitających drzew, tej zieleni wokół, słońca na co dzień, miękkiej trawy, ciepła… Tęsknię za ciepłymi porami roku. Brakuje mi tego. Wtedy zaczynam inaczej żyć, większość czasu mogę spędzić na zewnątrz na jakiejś aktywności bądź też po prostu podziwianiu krajobrazów. No i brak mi tych cudnych, czerwono-złotych zachodów słońca, podczas których tworzy się tak specyficzna aura… i mogę poczuć, że żyję, bo potrafię się zachwycić.

Opublikowano Z ławki mego rancha | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 8 komentarzy

Permanentny smutek duszy

Od wczoraj czuję wielki smutek, permanentny i ciągły. Czuję, jak wszystko się rozsypuję, choć  mogę uznać, że w rzeczywistości nie dzieje się nic złego, co by mi zagrażało. Mimo wszystko czuję się przybita i zgaszona, chyba dawno już aż tak bardzo nie czułam tego, jakże smutnego uczucia. Wszystko przesypuje mi się przez palce…

Nie wiem już jak powinnam postąpić, nie wiem czy nawet, jeśli coś zrobię, będzie to 3b0e1fd2de20d558c87121987b5af4ecsłuszne. Wszystko się już miesza. A ja nie mam chwili wytchnienia od tych myśli. Przyjechał Pan ze skrzydłami. Ale powoli już rozmowy z nim mnie męczą, nie mam do tego teraz głowy. On nie rozumie pewnych rzeczy, odczuć… Choć wiem, że to nie jego wina, to jednak w tej kwestii na razie nie zapewni mi wsparcia, bo nie powiedziałam mu o tym, co jest bardzo ważne… Nie wiem nawet czy powinnam mu powiedzieć. On nie zrozumie, albo tylko przytaknie. Tak mi się wydaje. To moja decyzja, że mu nie powiedziałam, chyba jeszcze nie teraz, nie czuję się gotowa na takie wyznania. Dopiero zaczynam komuś ufać, jeśli można to tak nazwać. Cały czas mam w głowie to, że to wszystko się rozleci. Wiem też, że to nie będzie ani Indianer ani M. ani łapacz krokodyli. Są takie osoby, których czasem mi brakuje…

Grupa na studiach też się rozpadła, kiedy dopiero zaczynała się tworzyć. Mieliśmy z Panem ze skrzydłami taką grupkę… Ale ja jestem w innej grupie studentów, a reszta naszej grupki w innej, więc więzi osłabną, to jest pewne, nawet z racji czasu ze sobą spędzanego. Moja grupa za to jest… beznadziejna. Nie ma tam nikogo z im można by było porozmawiać, czy choćby pośmiać się z podobnego poczucia humoru. Smutno mi z tego powodu.

Czuję się samotna, czuję, że potrzebuję ludzi wokół siebie…

Wczoraj trafiłam na dziwny ślad za domem, w lasku, prawdopodobnie wilka. Nie sądziłam, że tutaj chodzą, że wędrują sobie za moim domem. Trochę mnie ten ślad przeraził. Nie przypuszczałabym, że wilk ma tak wielką łapę…Od jakiegoś czasu bardzo mi się podobają. Fascynujące zwierzęta.

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 4 komentarzy

Przerwa od… życia? Czasami leżę w nocy i nie mogę zasnąć…

Ostatnio jakoś pusto zrobiło się u mnie na blogu. Przerwa trwa w najlepsze. Od blogowania, od pisania. Cóż, pewnego rodzaju potknięcia się zdarzają. Jak pisałam na początku, kiedy mój blog powstawał, nadejdą czasy, kiedy będę znikać z blogu. I tak chybaruminacje-to-emocjonalne-umerangi-jak-uwolnic-sie-od-zlych-wspomnien tez się stało, nadeszły… Ale każdy ma takie chwile, że musi złapać oddech. Ja chyba zrobiłam to za bardzo, gdyż moje dni obecnie przestały mieć jakiś wyraźny cel. Brakło motywacji, brakło realizacji czegokolwiek. W zamian za to zastanawiałam się, co zrobić z blogiem. Jak uporządkować swe życie. Jestem do tyłu z kilkoma ważnymi dla mnie wydarzeniami.  No i mam w zamyśle jeden projekt, który też będzie odnosił się do pisania, mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Cieszyłoby mnie to.

W związku z tym nowym „projektem” pojawiło się w mojej głowie mnóstwo myśli, złych, dobrych… sama nie wiem już, jak to wszystko poskładać… jakie decyzje podjąć, to jest dla mnie ciężkie. ktoś mówi mi- przecież to głupia zabawa… niby tak, ale jednak ma znaczenie. Dla mnie ma. Kiedy coś robię, chciałabym, aby to było dobrze wykonane. Z drugiej jednak strony chciałabym się oddać w wir spontaniczności i zdecydować w zgodzie z tym, na co mam aktualnie ochotę… Czasami leżę w nocy i nie mogę zasnąć, bo w mojej głowie jest tyle niepoukładanych myśli. Czuję się wtedy winna, że tyle czasu przeleciało mi między palcami i… dalej leci. To dziwne. Przecież przez tyle czasu mogłam już do czegoś dojść, choćby do czegoś niewielkiego, mam potencjał, kiedyś chęci… czy to chwilowy nawrót? Przypominają mi się te wszystkie lata, które przeminęły bez realizacji tego planu, który miałam w głowie. Taki jeden, który ciągnie się latami. A może ja po prostu za mało to… kocham? Nie, to nie możliwe…

Decyzyjność… Czasem nie mam z nią najmniejszego problemu. Czasem jednak wybór czegoś zabiera całe miesiące. Odwieczny dylemat dda, co wybrać aby być najlepszą? To szarpanie się powoli mnie wykańcza. Chciałabym tego nie czuć… Po prostu nie czuć, zamknąć to gdzieś i się uwolnić. Terapia niby mi pomogła… Niby, bo wciąż czuję powracające dylematy z przeszłości na karku. Trochę ciężko, że ludzie z którymi żyję tego nie rozumieją. Czasami pytam się dlaczego? Dlaczego akurat ja musiałam doświadczyć czegoś takiego? Ciężko mi teraz, w życiu…

Trzeba się zbierać, znaleźć motywację, znaleźć cel, w końcu zdecydować się na coś, choć czasem to boli. I te powracające myśli, iż może mogłam to zrobić lepiej i inaczej… Muszę się ich pozbyć, jakoś uspokoić. Bo nie da się tak żyć, a życie mam tylko jedno.

Czas wreszcie zacząć robić to, na co mam ochotę .

Opublikowano Krótkie przemyślenia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Po kolejnej wizycie…

Pisane pod wpływem impulsu…

Po kolejnej wizycie Matki, jestem przepełniona mieszanką emocji. Dlaczego tak musi być? Dlaczego muszę być nieudaczniczką?

Nie rozumiem, nie zrozumiem. Kiedyś powiedziałam sobie, że jeśli czegoś nie zrozumiem, nie warto tym się zajmować, a jednak czuję łzy w gardle…

Dlaczego? Pozostając w cieniu nie mogę żyć, dławię się już tą całą historią. Wysłuchiwaniem, jak bardzo jest świetna i cudowna…

Wiedziałam, że będzie ciężko, nie sądziłam, że aż tak. Nie wiem, co to wszystko zmienia, że aż tak muszę być odróżniana od poprzedniej „ja”.

Stłamszona tym wszystkim. Weźcie mnie stąd. Chcę być sobą… a…

Nie mam już sił, nie mam…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nowy, lepszy rozdział…

Zaczynam pisać po dłuuugiej nieobecności. Nigdy chyba do tej pory nie zaniedbałam tak blogu. Ale nie zamierzam się tłumaczyć, po prostu, najwidoczniej, miałam taką potrzebę… Teraz widzę, iż na przestrzeni miesięcy wszystko toczy się w inną stronę niż pragnie tego moje serce, ale mimo wszystko… choć może nie spełniają się wszystkie moje marzenia, jest bardzo dobrze, chyba najlepiej, z tych wszystkich sytuacji, jakie mogłam w życiu przeżyć.

Nawet nie wiecie, jak minęły mi Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Otóż, w święta nie poczułam jakoś magii świąt. Wyrwałam się od poczucia jakiegoś wyjątkowego wydarzenia, a tak się cieszyłam przed świętami.Przypominało mi się wszystko to, co zdarzyło się rok temu… W oczekiwaniu na M. zakładałam tego bloga, słuchałam w kółko Riders on the strom i zastanawiałam się, co przyniesie mi kolejny rok wpatrując się w małą choinkę… Taka taktyka… W tym roku przed świętami ogarnęła mnie jakaś pustka, tylko ferwor obowiązków, nikt nie pomógł przygotować świąt, wszystkim musiałyśmy się zająć same, tylko ja i babcia. Świąteczny czas jakoś przeleciał mi przez palce i spędziłam go w wyczekiwaniu, bo nie mogłam nawet zobaczyć się z Panem ze skrzydłami.

Jedynym mocnym impulsem było… napisanie do Łapacza krokodyli… odpisał, złożyliśmy sobie życzenia… ja nie wiem, co ma takiego w sobie, ale poczułam się lepiej. Potem magia świąt zgasła i pojawiła się dopiero kiedy kilka dni później przyjechał Pan ze skrzydłami. Sylwestra spędziliśmy już razem, patrząc na pokaz sztucznych ogni… Cieszę się, że go mam. Choć jego pierwsze przyjazdy były dla mnie emocjonalnie wykończające. Kończyły się bólem żołądka i niemożnością zaśnięcia. Dlaczego ja tak bardzo boje się odrzucenia? Wciąż i wciąż i wciąż… a jednak wiem, że jeśli nie zaryzykuje, to nie przekonam się nigdy. Dlatego nie można zamieniać serca w twardy głaz…

Na święta zawitał M. Oczywiście nie u mnie tylko u mamy i ojczyma. Nie chcę się z nim widzieć, nie potrzebuję go  oglądać i czuć, jak narasta we mnie złość, okropna złość, która zniszczy mój spokój i stabilność.Mówią, że się zmienił, jakoś nie chce mi się w to wierzyć…A nawet jeśli, to jest już za późno. Od wakacji nie mam z nim kontaktu, niech tak pozostanie. Tak jest mi dobrze, choć to wszystko, co się teraz dzieje, wydaje się mi być szaleństwem…

Pan ze skrzydłami mnie kocha, daje mi to odczuć, za co jestem mu wdzięczna i sprawia, że czuję się zadowolona z obecnej sytuacji. W zasadzie to wydaje mi się być taki, jak zakładałam w myślach, iż powinien być mój facet, pod względem osobowości, charakteru i całej wewnętrznej struktury. Cholernie inteligentny, dowcipny, mądry… a nawet bardzo mądry…. prawie z każdej dziedziny posiada jakąś wiedzę i mogę z nim o wszystkim porozmawiać. Począwszy od stylu koszenia trawnika, a skończywszy na umiejscowieniu elektronów w eksperymentach fizycznych… O historii i tym, co działo się na świecie w poszczególnych latach może opowiadać godzinami, gdyż to jego pasja,  ale nie chce mnie zadręczać tymi opowieściami dość często, choć miło się tego słucha… Na dodatek zaradny życiowo, głodny wiedzy, ale potrafi być też troskliwy i opiekuńczy oraz, co jest bardzo dziwne… łagodny. Generalnie Pan ze skrzydłami to urodzony naukowiec, ale z głową… Nie będzie może zamykał się w swoim laboratorium i odgradzał od innych, ale po skończeniu studiów już ma w planach doktorat i myślę, że to całkiem realne założenie, bo wiedzę ma ogromną… choć nie obnosi się z nią na prawo i lewo. Potrafi za to być niemiłym i wiele ludzi mówi mu, że jest chamem. Co mnie dziwi, bo ja nigdy nie odczułam takiego zachowania. Choć może to przez to, iż ludzie nie potrafią zachować do siebie dystansu, a Pan ze skrzydłami nie boi się ponosić konsekwencji wypowiedzianego przez siebie zdania na jakiś temat. Mówi komuś wprost, co myśli i już, choć nie uznałabym tych słów z chamskie, może jednak czasem są bardziej dosadne. I chyba jestem jedyną osobą, do której nie wyrazi krytyki… Aż czasem dziwie się, kiedy patrzę na to, jak zachowuje się do innych dziewczyn w szkole, (które oblegają go, bowiem po pierwszej sesji okazało się, kto jest najlepszy w grupie, no i oczywiście Pan ze skrzydłami jest w samej czołówce), a do mnie. Nie muszę się przesadnie starać, zabiegać, po prostu, zawsze jest.

Znalezione obrazy dla zapytania jack i rose rozmawiaja na titanicu

Musiałam, ha ha, nawet imiona się w pewnym sensie zgadzają  ;-)

I choć, boję się, że ta sielanka może się skończyć, to dobrze mi na razie i chciałabym, aby to potrwało jak najdłużej… Bo niestety, pan ze skrzydłami to… urodzony logik! On jest tak logiczny, że chyba nie spotkałam jeszcze tak racjonalnie myślącego człowieka. Każdy wniosek musi mieć prawdziwe przesłanki, itp. Jest również świetny w myśleniu stricte analitycznym, taki umysł, no a ja? Urodzona humanistka! I kiedy pierwszy raz to dostrzegłam, myślę „Boże… po co mi to było, przecież my się w życiu nie dogadamy, statystyk i humanista, to nie ma Znalezione obrazy dla zapytania miłoścszans nawet. Inne percepcje świata…” I nawet teraz wydaje mi się czasem, że to jest szaleństwo, przecież to zupełnie inne spojrzenia są na świat, choć poglądy mamy bardzo podobne. Jednak zastanawiałam się czy jakieś uczucie może przetrwać i spowodować, że nie będzie kłótni nawet jeśli strony mają różne spojrzenia na świat i sposób myślenia? Trudne zadanie, ale postanowiłam, że spróbuję, bo jeśli nie, to nie będę wiedzieć. To tak jakby polonista miał dogadać się z matematykiem… pod warunkiem, że mają takie same poglądy na świat.

Co prawda czasem pojawiają się rozmowy o ślubie, kredytach, stawianiu domów, stajni dla większej ilości zwierzaków, itp. Jednak co z tego wyjdzie, nie wiem, tutaj potrzebny jest czas… Zaczynam się do niego przyzwyczajać, może to źle, może dobrze… Trochę się boję, choć robi wszystko, żeby tak nie było… Potrafię się otworzyć na tyle, na ile czuję się bezpiecznie…

Sesja oczywiście poszła mi dobrze i wszystko zaliczyłam z bardzo dobrymi ocenami na pierwszych terminach, choć o moich przykrych obserwacjach, których dokonałam właśnie podczas niej, kiedyś napiszę. A na razie… zabieram się za pisanie czegoś innego…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj