Po kolejnej wizycie…

Pisane pod wpływem impulsu…

Po kolejnej wizycie Matki, jestem przepełniona mieszanką emocji. Dlaczego tak musi być? Dlaczego muszę być nieudaczniczką?

Nie rozumiem, nie zrozumiem. Kiedyś powiedziałam sobie, że jeśli czegoś nie zrozumiem, nie warto tym się zajmować, a jednak czuję łzy w gardle…

Dlaczego? Pozostając w cieniu nie mogę żyć, dławię się już tą całą historią. Wysłuchiwaniem, jak bardzo jest świetna i cudowna…

Wiedziałam, że będzie ciężko, nie sądziłam, że aż tak. Nie wiem, co to wszystko zmienia, że aż tak muszę być odróżniana od poprzedniej „ja”.

Stłamszona tym wszystkim. Weźcie mnie stąd. Chcę być sobą… a…

Nie mam już sił, nie mam…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nowy, lepszy rozdział…

Zaczynam pisać po dłuuugiej nieobecności. Nigdy chyba do tej pory nie zaniedbałam tak blogu. Ale nie zamierzam się tłumaczyć, po prostu, najwidoczniej, miałam taką potrzebę… Teraz widzę, iż na przestrzeni miesięcy wszystko toczy się w inną stronę niż pragnie tego moje serce, ale mimo wszystko… choć może nie spełniają się wszystkie moje marzenia, jest bardzo dobrze, chyba najlepiej, z tych wszystkich sytuacji, jakie mogłam w życiu przeżyć.

Nawet nie wiecie, jak minęły mi Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Otóż, w święta nie poczułam jakoś magii świąt. Wyrwałam się od poczucia jakiegoś wyjątkowego wydarzenia, a tak się cieszyłam przed świętami.Przypominało mi się wszystko to, co zdarzyło się rok temu… W oczekiwaniu na M. zakładałam tego bloga, słuchałam w kółko Riders on the strom i zastanawiałam się, co przyniesie mi kolejny rok wpatrując się w małą choinkę… Taka taktyka… W tym roku przed świętami ogarnęła mnie jakaś pustka, tylko ferwor obowiązków, nikt nie pomógł przygotować świąt, wszystkim musiałyśmy się zająć same, tylko ja i babcia. Świąteczny czas jakoś przeleciał mi przez palce i spędziłam go w wyczekiwaniu, bo nie mogłam nawet zobaczyć się z Panem ze skrzydłami.

Jedynym mocnym impulsem było… napisanie do Łapacza krokodyli… odpisał, złożyliśmy sobie życzenia… ja nie wiem, co ma takiego w sobie, ale poczułam się lepiej. Potem magia świąt zgasła i pojawiła się dopiero kiedy kilka dni później przyjechał Pan ze skrzydłami. Sylwestra spędziliśmy już razem, patrząc na pokaz sztucznych ogni… Cieszę się, że go mam. Choć jego pierwsze przyjazdy były dla mnie emocjonalnie wykończające. Kończyły się bólem żołądka i niemożnością zaśnięcia. Dlaczego ja tak bardzo boje się odrzucenia? Wciąż i wciąż i wciąż… a jednak wiem, że jeśli nie zaryzykuje, to nie przekonam się nigdy. Dlatego nie można zamieniać serca w twardy głaz…

Na święta zawitał M. Oczywiście nie u mnie tylko u mamy i ojczyma. Nie chcę się z nim widzieć, nie potrzebuję go  oglądać i czuć, jak narasta we mnie złość, okropna złość, która zniszczy mój spokój i stabilność.Mówią, że się zmienił, jakoś nie chce mi się w to wierzyć…A nawet jeśli, to jest już za późno. Od wakacji nie mam z nim kontaktu, niech tak pozostanie. Tak jest mi dobrze, choć to wszystko, co się teraz dzieje, wydaje się mi być szaleństwem…

Pan ze skrzydłami mnie kocha, daje mi to odczuć, za co jestem mu wdzięczna i sprawia, że czuję się zadowolona z obecnej sytuacji. W zasadzie to wydaje mi się być taki, jak zakładałam w myślach, iż powinien być mój facet, pod względem osobowości, charakteru i całej wewnętrznej struktury. Cholernie inteligentny, dowcipny, mądry… a nawet bardzo mądry…. prawie z każdej dziedziny posiada jakąś wiedzę i mogę z nim o wszystkim porozmawiać. Począwszy od stylu koszenia trawnika, a skończywszy na umiejscowieniu elektronów w eksperymentach fizycznych… O historii i tym, co działo się na świecie w poszczególnych latach może opowiadać godzinami, gdyż to jego pasja,  ale nie chce mnie zadręczać tymi opowieściami dość często, choć miło się tego słucha… Na dodatek zaradny życiowo, głodny wiedzy, ale potrafi być też troskliwy i opiekuńczy oraz, co jest bardzo dziwne… łagodny. Generalnie Pan ze skrzydłami to urodzony naukowiec, ale z głową… Nie będzie może zamykał się w swoim laboratorium i odgradzał od innych, ale po skończeniu studiów już ma w planach doktorat i myślę, że to całkiem realne założenie, bo wiedzę ma ogromną… choć nie obnosi się z nią na prawo i lewo. Potrafi za to być niemiłym i wiele ludzi mówi mu, że jest chamem. Co mnie dziwi, bo ja nigdy nie odczułam takiego zachowania. Choć może to przez to, iż ludzie nie potrafią zachować do siebie dystansu, a Pan ze skrzydłami nie boi się ponosić konsekwencji wypowiedzianego przez siebie zdania na jakiś temat. Mówi komuś wprost, co myśli i już, choć nie uznałabym tych słów z chamskie, może jednak czasem są bardziej dosadne. I chyba jestem jedyną osobą, do której nie wyrazi krytyki… Aż czasem dziwie się, kiedy patrzę na to, jak zachowuje się do innych dziewczyn w szkole, (które oblegają go, bowiem po pierwszej sesji okazało się, kto jest najlepszy w grupie, no i oczywiście Pan ze skrzydłami jest w samej czołówce), a do mnie. Nie muszę się przesadnie starać, zabiegać, po prostu, zawsze jest.

Znalezione obrazy dla zapytania jack i rose rozmawiaja na titanicu

Musiałam, ha ha, nawet imiona się w pewnym sensie zgadzają  ;-)

I choć, boję się, że ta sielanka może się skończyć, to dobrze mi na razie i chciałabym, aby to potrwało jak najdłużej… Bo niestety, pan ze skrzydłami to… urodzony logik! On jest tak logiczny, że chyba nie spotkałam jeszcze tak racjonalnie myślącego człowieka. Każdy wniosek musi mieć prawdziwe przesłanki, itp. Jest również świetny w myśleniu stricte analitycznym, taki umysł, no a ja? Urodzona humanistka! I kiedy pierwszy raz to dostrzegłam, myślę „Boże… po co mi to było, przecież my się w życiu nie dogadamy, statystyk i humanista, to nie ma Znalezione obrazy dla zapytania miłoścszans nawet. Inne percepcje świata…” I nawet teraz wydaje mi się czasem, że to jest szaleństwo, przecież to zupełnie inne spojrzenia są na świat, choć poglądy mamy bardzo podobne. Jednak zastanawiałam się czy jakieś uczucie może przetrwać i spowodować, że nie będzie kłótni nawet jeśli strony mają różne spojrzenia na świat i sposób myślenia? Trudne zadanie, ale postanowiłam, że spróbuję, bo jeśli nie, to nie będę wiedzieć. To tak jakby polonista miał dogadać się z matematykiem… pod warunkiem, że mają takie same poglądy na świat.

Co prawda czasem pojawiają się rozmowy o ślubie, kredytach, stawianiu domów, stajni dla większej ilości zwierzaków, itp. Jednak co z tego wyjdzie, nie wiem, tutaj potrzebny jest czas… Zaczynam się do niego przyzwyczajać, może to źle, może dobrze… Trochę się boję, choć robi wszystko, żeby tak nie było… Potrafię się otworzyć na tyle, na ile czuję się bezpiecznie…

Sesja oczywiście poszła mi dobrze i wszystko zaliczyłam z bardzo dobrymi ocenami na pierwszych terminach, choć o moich przykrych obserwacjach, których dokonałam właśnie podczas niej, kiedyś napiszę. A na razie… zabieram się za pisanie czegoś innego…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Bluesblog ma już rok!

Chwila zakładania mojego blogu zapadła mi w pamięci dość wyraźnie. Było to równy rok temu, dokładnie 21 grudnia. Okres przedświątecznych wyczekiwań i ferworu obowiązków, myślałam wtedy, że nikt nawet nie wejdzie na blog, przecież wszyscy są zajęci świętami i przygotowaniami do nich… Myliłam się… Pamiętam, że rok temu byłam smutna i pogrążona w melancholii, potrzebowałam gdzieś zapisać swoje myśli. Czekałam na M., który w rzeczywistości się później nie pojawił.

Nie pomyślałabym, że przez ten rok tak bardzo zmieni się moje życie. A zmieniło się 5747083-kobieta-na-zimowym-spacerze-900-600ogromnie. Nie sądziłam, że kolejny rok będę zaczynać już w zupełnie innym miejscu życia, z zupełnie inną energią i innymi osobami… oraz innymi myślami. Przetrwałam kryzysowy moment mojego życia, w czym zapewne pomógł mi blog i Wy, drodzy czytelnicy, za co bardzo Wam dziękuję! I choć blog nie osiągnął takich notowań, jak chciałam na początku, to jednak jestem zadowolona, że go mam. Dużo więcej zawiera w sobie emocji i chwil niż liczb tam pod nazwą „statystyki”, a to właśnie te pierwsze są dla mnie najważniejsze.

Ze zmian, które dzieją się na bieżąco u mnie jestem bardzo zadowolona, choć czasem pojawiają się wątpliwości, co do decyzji, ale decyzji nie ocenia się po skutkach, co jest niemałym pocieszeniem. Mam obok siebie kogoś, kto się się mną opiekuję, wspiera, docenia i jest zawsze, kiedy go potrzebuje… I choć wszystko potoczyło się bardzo szybko i miałam sporo wątpliwości co do zachowania rodziny, to jednak osoba okazała się na tyle wyrozumiała, że nie ma w tym temacie problemów. W związku z czym pojawiły się nowe możliwości i będę mogła dalej rozwijać swoją pasję w jeszcze większym zakresie! Może trafię do jakiejś stadniny? Może kiedyś będę miała nowego konia? Kto wie? Może nauczę się jeździć jakoś bardziej wyczynowo niż dotychczas? Bardzo się z tego cieszę! Na studiach również bardzo mi się podoba i mam dostęp do ciekawego zbioru informacji naukowych. Pierwszy egzamin zaliczony na piątkę, a nauka cieszy.

Nie wiem ile będzie trwać ta sytuacja, na razie o tym nie myślę… Życie się zmieniło na lepsze w pewnym sensie, choć i zdarzą się dni, gdy nie mam ochoty aby po prostu żyć, a wiem to stąd, iż ostatnio pojawił się znów Indianer… Wszystko to, co jest gdzieś jeszcze w mojej głowie czasem daje popalić, ale rzeczywistość nie jest już taka trudna, jak rok temu. Tak, to być może takie małe, swoiste podsumowanie tego roku… Przez ten czas nie napisałam o jednym spacerze, o którym chciałam tu napisać, ale on chyba nie ma już znaczenia. Zastanawiam się zatem, co z blogiem? Wiem jedno, pozostanie on anonimowym, jeśli pozostanie… Nie wiem natomiast co chciałabym tutaj zamieszczać… W końcu, mogę zmienić formę wpisów…  Muszę się jeszcze nad tym zastanowić.

Zakończyłam także dziś definitywnie terapię, a właściwie to odmówiłam dalszej, nie czułam się tam dobrze, czułam, że ta droga mnie donikąd nie prowadzi. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Wiem, ze teraz jestem zdana na siebie w kwestii dalszych wyborów, ale… przez czas jej trwania i tak taka byłam. Po prostu chyba jestem osobą, która nie umie być wylewną, jest za bardzo nie ufna i akurat w tym środowisku nie umie się znaleźć. Ci ludzie mają zupełnie inne problemy… Tym razem już nie zmuszali do pozostania… po prostu chyba to przyjęli, że się wycofałam i już.

Chciałabym także kiedyś założyć inny blog- bardziej oficjalny, być może pisarski i zapewne taki, który nie musiałby być tak bardzo anonimowy. Czy mi się uda?

Opublikowano Krótkie przemyślenia | Otagowano , , , , , , , , , | 8 komentarzy

Mikołajkowy wpis blogowy!

Dziś Mikołaj, ludzie dają sobie prezenty. Też chciałam coś dostać na Mikołaja i sama komuś coś dać… Moja rodzina stwierdziła, że prezentów nie będzie. Nie ma już małych dzieci- koniec prezentów. A przecież prezenty są takie świetne! Nie, nie chodzi o same prezenty, ale o fakt dania i dostania prezentu. To jest takie najcudowniejszy moment. Sam fakt, że można coś komuś dać i dostać od niego coś, choćby symbolicznego. Dawanie i branie jest fajne, a tak rzadko robimy to na co dzień…

Przypomniały mi się mikołajki z zeszłych lat i te z lat, kiedy byłam dzieckiem, kiedy Christmas gift boxesumiałam je przeżywać, to było takie piękne. Rodzina też stwarzała w domu jakąś atmosferę świąt, czego teraz nikt już nie potrafi zrobić. Święta jakby skończyły się w moim życiu parę lat temu, właściwie to cztery. Przez te załamania nie wiedziałam, że są Święta, dla mnie były to zwykłe dni. Nie potrafiłam cieszyć się z prezentów, choćby największych, bo rzeczy materialne nic dla mnie nie znaczyły… dostawanie i dawanie również jakoś nie. Liczyło się dojście do siebie… Teraz, kiedy na nowo nauczyłam się cieszyć z drobnostek, doceniać je, to mi je zabrano… a sama nie miałam czasu ich przygotowywać.

Na dodatek znów wróciła tęsknota za księciem na koniu, choć wszystko układa się w całkiem inną stronę. Hm… pewnie kupił na dziś wór prezentów.. Przez to wszystko przypominają mi się relacje z przeszłości. Są nawet chwile, kiedy chce do M. Mieszanka myśli ciągle mi towarzyszy. Na dodatek chyba będę chciała zrezygnować z terapii, nic ona nie daje, a tylko marznę na przystankach, odczuwam silny opór,czuję, że tam nie pasuje i czuję, że nie są w stanie bardziej mi pomóc… Nie wiem, co z blogiem, nie wiem, co z moimi kontami w sieci… Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Jak to zorganizować? Hm…

Opublikowano Krótkie przemyślenia | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 4 komentarzy

Ciągła ucieczka

Dziś w nocy zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo nauczono mnie uciekać. Uciekać ciągle… Nie można być szczęśliwym, nie można się cieszyć, nie można być zakochanym, nie można odczuwać radości… Tylko inni mają prawo do tego. Tak jakoś naturalnie to czułam przez ostatnie lata. Właśnie wczoraj wieczorem uświadomiłam sobie, że ostatnie lata z mojego życia pamiętam jak przez mgłę. To były tylko bardzo silne stany, życie wewnętrzne, poplątane ze łzami, cierpieniem i bólem. Niczym przemknęły mi przed oczami, a czułam, jakby przelały się przez palce. Mało w nich było radości, spontaniczności…

Cztery lata wyrwane z życia, na które nikt już teraz nie zwraca uwagi. Czasem tylko słyszę zarzuty…

Nauczono mnie nie mówić o szczęściu i się nie cieszyć. Powiedziano, że nie mogę mieć 67658d5000021f46472d8c47chłopaka, czy faceta bo zejdę na złą drogę… To co działo się wokół mnie było więc paradoksem i choć wiedziałam, jako nastolatka, że tak chyba nie jest, to jednak nauczyłam się to ukrywać… Teraz mówią mi, że chcieliby poznać pana ze skrzydłami. Problem tylko w tym, że ja… nie potrafię… Nie potrafię przed nimi i dalej chcę uciekać, z lęku przed oceną. Bo przecież przed nimi muszę być silna. I nie mogę kogoś mieć, bo zejdę na złą drogę… No to jak mam im kogoś pokazać, przedstawić? Kiedy boję się oceny, bo przecież spotykając się z kimś, będę „tą złą”. I choć może już tak nie myślą, bo dostałam „przyzwolenie na kogoś” z racji wieku, to jednak w mojej głowie siedzi ta pierwotna wersja… Mama na pewno określi go słowami z jakiejś wyższej półki, nacechowanymi negatywnie i tyle z tego będzie… Ona nigdy nie lubiła osób kręcących się koło mnie. Nawet Łapacz krokodyli, którego polubiła w pierwszym momencie, potem został alko, kręcącym się z jakąś podejrzaną ekipą… a ja naiwną i nierozsądną.

Działają w paradoksie, sterując wszystkim, czym się da, żeby „uchronić mnie”, a tak naprawdę spowodowali, że czuję się winna dlatego, że chce być szczęśliwa i zadowolona.

Wczoraj podczas rozmowy z Mamą, jakoś napomknęła o naszym znajomym, tak jakby chciała zapytać, jaka była dalsza część tej historii… Nie chcę z nią o tym rozmawiać. Jeśli podejrzana ekipa i jeszcze pięć innych epitetów to zostawiłam temat… Sama już nie wiem…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Dwie drogi i… stawianie czoła największym wrogom!

W tych wieczornych godzinach próbuje czymś zabić czas… Myśli… Czasem jest tak, że ich już nie mam, bywa taki natłok. Teraz przez chwilę panuje spokój, wszyscy gdzieś poszli…

Pan ze skrzydłami daje mi powoli do zrozumienia, że mnie kocha… Ja jeszcze nigdy nie widziałam człowieka tak szczęśliwego i radosnego z tego powodu, że mnie może widzieć, no… prócz M., ale szkoda do tego wracać. Nie sądziłam, że mogę być dla kogoś aż tak cenna, po prostu żyjąc…

To wszystko wzbudza we mnie tylko poczucie winy. Poczucie, którego być nie powinno. Teoretycznie… Emocjonalne poczucie winy… śmieszne. Nie chcę go ranić, tak cholernie nie chcę! Ale moje emocje i myśli wędrują gdzieś indziej. Nie potrafię tak z zimną krwią… Będę go okłamywać w pewnym sensie? Z drugiej strony za dużo już we mnie było szczerości, dobroci… Zawsze kończyło się tak samo, fiaskiem. I jeśli znów się skończy będę miała dokąd iść… W jedną ze stron, w którą, nie wiem…. Jedna wydaje się być mocno osadzoną w gruncie skałą, druga wiecznym huraganem… ale jednak…

Poprzedniej nocy miałam dziwny sen… choć dopiero trzeci z… Nim. Pojechałam do jego domu, nie wiedziałam po co tam jadę… Weszłam i zobaczyłam, że leży w łóżku. Miał gorączkę… chwilę przy nim posiedziałam, potem… potem wiem, że chodziło o jakieś kobiety, coś przeglądałam w jego domu, kiedy chwilę później znaleźliśmy się w jakimś szpitalu. Tam coś do mnie mówił, przy takim zielonym stoliku… Potem się chyba zbudziłam.

Myśli czasem krążą jak szalone… nie odróżniam już co jest prawdą, a co tylko fikcyjną zabawą, gubię się w tym wszystkim analizując to… A on nadal zachowuje się tak, jak gdyby w nieznaczny i prawie niezauważalny sposób chciał mnie zachęcić do bycia w tym dziwnym czymś…

Ale jestem mu bardzo wdzięczna. Dzięki niemu muszę mierzyć się z największymi wrogami, jaki istnieją w moim życiu- z własnymi, przykrymi i wyczerpującymi mechanizmami i myślami. To jest bardzo trudne, ale kiedy wygrywam kolejną bitwę, czuję, że żyję, że daję radę i… że moje życie się zmienia i, że mam na tyle siły, by już nie spadać w dół. Uczę się żyć… na nowo… i z radością…

Nie wiem, bo będzie, ale nie chcę tego stracić… tych wygranych bitew… Trzymajcie kciuki, bo dziś wieczorem i jutro kolejna, i baaardzo wyczerpująca.

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Dziwne stany, których nie zrozumiałam…

Trzy dni spędzone z Panem ze skrzydłami pozwoliły mi się trochę oderwać i odejść choć na moment od analizowania… dziś  wróciłam do swojego, znanego mi świata, do swojego cyklu dnia. Znowu przypałętało się mnóstwo myśli… To takie uczucie, jakby na zewnątrz nic się nie działo. W mojej głowie jednak siedzi poczucie, że coś jest nie tak…

Przed chwilą miałam jakiś bardzo dziwny stan. Stan, o którym jeszcze nikt nie wie… Bowiem noszę w sobie różne cechy, skłonności, lęki- o wszystkim tym wiedzą pewne osoby, ale są takie momenty, takie jak ten dziś, kiedy czuję coś bardzo nietypowego, może nawet psychodelicznego. Przeszłość mnie dopada… choć dawno już pozbyłam się jej ze swojej głowy w codziennym życiu i wiem, że jest to oddzielone, są takie bardzo krótkie momenty, gdy wraca. Gdy analizuje swoje życie, relacje…

Wracają wspomnienia.  Rzadko kiedy ludzie doświadczają takich stanów, choć nie generalizuję, to wydaje mi się, że często żyją chwilą. Kolejna rzecz, która dzieli mnie od ludzi- doświadczam czegoś innego, nie wydaje mi się, żeby to było związane z tym, co zostało już rozpoznane. To jest coś innego… coś bardziej podobnego do tego, o czym śpiewali w swoich tekstach ludzie tacy jak Siewierski, czy Jaryczewski…

Nutka artyzmu, pociąg do psychodelii i inne odczuwanie świata…

I wiem, że się tego nie wyzbędę. To powróci od czasu do czasu, nawet, jeśli nie wiem jak byłabym uśmiechnięta na co dzień. Ale to pomaga przezwyciężyć lęk. Wobec takich stanów nie ma niczego „złego”, „niemoralnego”, „nieakceptowanego”. Może się więc zadziać wszystko. Świat w takim stanie rządzi się innymi prawami.

Chyba szukam wciąż usprawiedliwienia… jakiegoś portu bezpieczeństwa… Choć wiem, że jedyny, prawdziwy port bezpieczeństwa choć istnieje, nie może mi dać tego bezpieczeństwa…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Czego ja właściwie chcę?

Z myśli zbieranych wieczorem, z rozmów do późnej nocy, z wyrzucania z siebie tego, co tkwiło i tkwi we mnie przez jakiś czas, postanowiłam, że blog przeznaczam dla siebie. Za dużo tu myśli, tych szczerych, wyrwanych z emocji, poskładanych na słowo honoru…  Nigdy nie będę „normalna”. Za dużo we mnie złożoności… Może potrzebowałam czasu, żeby to zrozumieć, a jeszcze więcej, żeby to przyjąć? Kiedyś… chciałam być dobrym człowiekiem, zastanawiałam się, co jest dobrem, co złem. Na to pytanie nie odpowiedziała nawet filozofia. A ja? Chciałam… nie wyszło. Kolejny raz się nie udaje. W sumieniach czuję zamęt… Na dworze szaleje okropny wiatr, deszcz, aż krople rozpryskują się na moim oknie…

Mimo tego wiem, że żyję i mimo tych wszystkich komplikacji jakie stawia sytuacja jest mi dobrze. Uwolniłam się od przeszłości, to bezcenne. Nie wiem, jak on to zrobił, nawet się o to nie pytam na codzień ani siebie, ani nikogo. Nikt o tym nie wie… Nikt nie wie o tym, że moje życie się zmieniło, że poprzestawiałam sobie w głowie… Wie jedna osoba, właściwa. Nikomu nie powie, więc jestem spokojna. Czasem tylko zastanawiam się dlaczego? Dlaczego tak? Jako dziecko lubiłam marzyć, przenosić się w świat fantazji… Wiedziałam, że być może tego światu nigdy nie doświadczę, ale go kochałam i… nadal go kocham. Jeśli człowiek całe życie o czymś marzy, a ktoś nagle pokaże mu, iż to jest możliwe, choćby w małej namiastce… życie się otwiera…

Wychodzę do ludzi, nauczyłam się innego podejścia, wiary, choć może naiwnej…

Teraz są nowi ludzie, nowe sytuacje. Chciałabym zostawić to wszystko, co ciemne za sobą… Pan ze skrzydłami ( tak sobie go nazwałam od pewnego zdarzenia) chciałby szczerej relacji…To miłe, prawdziwe dość, tylko, że ja nie potrafię…  Ciężko jakoś mi odnaleźć się w tej sytuacji. Nie umiem zaufać i choć wiem, że na zaufanie pracuje się przez dłuższy okres czasu w takiej relacji, to jednak nie potrafię dlatego, bo wiem, że nie do końca zrozumie. Nie przeszedł przez to, co ja i choć wiele rzeczy rozumie, to wydaje mi się, iż może nie mieć punktu odniesienia. To dobry, prosty chłopak… Jasno określone zasady, szczerość, rozmowa. Takie podejście jest bardzo cenne niekiedy. Mamy iść porozmawiać… poznać nigdy nie zaszkodzi. Z drugiej strony jest mi potrzebny na uczelni. Lubię go… wiem, że przy mnie będzie. Choć nie opowiadam mu o życiorysie i choć wiem, że to jeszcze nie czas na to, wiem też, że nie chce mu opowiadać. Dodatkowo mam kogoś, do kogo mogę zawsze napisać, zawsze zadzwonić, nawet o 3.00 w nocy. Tylko, czy ja tego chcę? Najgorsze jest, że chcę… chcę stabilizacji, a z drugiej strony czuję, że chcę szaleć, bawić się, tworzyć, przeżywać różne emocje. On mi tego nie da… Nie chcę go ranić. Nie chcę też odrzucić… chcę tej stabilizacji, ale…Pojawił się właśnie teraz, w momencie kiedy poznałam inne życie, którego on wydaje mi się nie będzie rozumiał. Choć bardzo wspiera mnie w mojej pasji do koni. To jednak chyba nie o konie tutaj chodzi, ale nie będę mu tego tłumaczyła…

Mam nadzieję, że kiedyś moje pragnienie szaleństwa mi minie, wtedy będzie dobra ta relacja.

Miotam się… mam jeszcze Nietoperza, który ostatnio po bardzo długim czasie odezwał się na krótko. Rozmowa lakoniczna i nie długa… Przyjeżdża. Ja nie. Urwałam, choć to właśnie z nim miałam ochotę w poprzedni wieczór szaleć. Artysta… przypomina mi Indianera, ten bluesowo-rock’n'roll-owy świat. Tęsknię za tym. Jednak zachował się jak dureń… To trzeba przyznać…  Jest jeszcze jedna osoba, którą poznałam przez przypadek… Ona z kolei wie prawdę o moich stanach emocjonalnych, potrafi tłumaczyć… potrafi mi odkręcić spiralę w głowie…

Ostatnio naszła mnie myśl, żeby odezwać się do Pana Blond, jakoś tak… na pewno będzie chciał porozmawiać…

czego-ty-tak-naprawde-ode-mnie-ocze

Dzisiaj odezwała się też Chomiczkowa, tęskni za mną. Czy będzie ciąg dalszy naszych przygód, niekiedy traumatycznych, o których tutaj jeszcze nie wspominałam…?

Z jednej strony cieszę się, że mam tylu ludzi wokół siebie, nigdy tego nie doświadczyłam. Z drugiej strony, sama czasami nie wiem, czego chcę…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

I jak tu wyznaczyć granicę?

To wszystko dzieje się w mojej głowie jakby w jeden długi dzień, choć mijają dni i noce… Dzień stał się krótki, a śnieg pokrywa powoli kolejne miejsca ziemi. W mojej głowie trwa coś dziwnego. Nie wiem, czy tylko w mojej…

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Siedziałam na dość twardym łóżku z Małą, w niewielkim pokoiku na poddaszu i obstawiałyśmy zakład o wiek. Dom ten powoli zaczynam traktować jak swój własny. Za niecały rok znów pewnie tam pojadę… Tak, było gdzieś koło 2.00 w nocy, siedziałyśmy i obstawiałyśmy dla zabawy. Być może chciałam się oderwać od M. Chciałam się dać porwać w wir zabawy, tylko po to, by nie cierpieć jeszcze mocniej…

Fenomenem było dla mnie to, że nie wyznaczył granicy… To, czego dowiedziałam się dużo później, przyprawiło mnie o ból głowy, żołądka i jeszcze paru innych organów. Zdałam sobie sprawę z tego, co się stało…

Tak naprawdę nie stało się nic… Z boku nic się nie wydarzyło, jednak… muszę przyznać, że takiego kaca moralnego nie miałam jeszcze nigdy. On i tak nie pokazał wyraźnej granicy… wydaje mi się, że nie chciał jej wyznaczyć. Zachowywał się tak, jakby wszystko było dobrze, ani przez sekundę nie wskazując na swoją nieco skomplikowaną sytuację, wręcz odwrotnie… Chyba jednak nie chciał wyznaczać tej granicy… bo okazję miał, aby dać do zrozumienia jasno, że nie chce. A ja… no cóż, po pierwsze było mi chyba wszystko jedno, chciałam zapomnieć o zachowaniu M. , po drugie… mimo wszystko wyróżnia się wyglądem.

Wstyd się przyznać, ale skokietowałam, no i… potem to już sam chciał się „przyjaźnić”.

Za drugim razem zrobił dokładnie to samo… tyle, że już sam chciał nawiązywać kontakt.

Po tym, jak zobaczyłam część prawdy, o której oczywiście nie wiedziałam, ścięło mnie z nóg…Jak można nie dać do zrozumienia, że w jego życiu są już takie osoby, które zawsze i bez względu na wszystko będzie kochał? Jego chyba też trochę ścięło… bo nastała cisza. Potem w mojej głowie były już tylko dwie opcje- albo się rozpada całkowicie to „nie wiadome coś”, albo akceptacja przedziwnego stanu rzeczy. Skończyło się na tym drugim…

Nie wiem, może dla niego to zabawa, dla mnie… Wiem, że to się skończy w tym sensie… Pewnie będę miała ekipę wyjazdową do realizacji pasji. Ale na chwilę obecną się cieszę…

„Bywa, że nie jestem szczery,
Czasem zwyczajnie kłamię.
Jestem próżny, pazerny.
Dbam tylko o swoje cztery litery.

Bywam małostkowy
Cyniczny i bezduszny
Osądzam bez litości
Bez serca i miłości.

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy…
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei…

Tak jak Bolek i Lolek
Tytus, Romek i A’tomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach Yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGyver i Pippi. x2

Miewam nieczyste intencje.
Łamię własne zasady.
Jestem niekonsekwentny,
drażliwy i nieznośny.

Nie potrafię słuchać,
a sam bez przerwy gadam,
jak gdybym istniał tylko ja,
a światem rządził szatan.

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy…
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei…

Tak jak Bolek i Lolek…(…)”

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Szczęśliwy wieczór…

Dzisiaj jest taki szczęśliwy wieczór. Znowu czuję, że on przy mnie jest, że go mam. Być może to ułuda, marzenie… może nieracjonalny spokój… Czuję szczęście, pojecie kiedyś dla mnie nieosiągalne. Czuję, że spełniają się najskrytsze sny mojego dzieciństwa, realizuje się fascynacja wolnością, że życie przeobraża się w sen, o którym  śniłam cały czas, całe życie. To było niewyobrażalne dotąd… nadal nie jest wyobrażalne, magia z mojej głowy się spełnia. Ta wymyślona, wyimaginowana, dziecinna, ta, do której zawsze uciekałam, gdy było mi źle. Wiem, że to naiwne, ale chce to czuć… gdyż nie wierzę, że to się spełnia. 

Zapisuję to, bo wiem, że za chwilę to uczucie zniknie, że go nie będzie. Zostaną wątpliwości. Dziś ich nie mam i czuję się od nich wolna, całkowicie. To takie piękne. Za dużo wątpliwości wciąż, za dużo… Pamiętam pierwszą wiadomość, czułam to samo… Nie wiem co robię do końca, albo wiem… wchodzę w coś dziwnego… ale zgubiłam się w szczęściu. Czasami mam wrażenie, że jestem tylko kłębkiem irracjonalnych myśli i wrażeń, wymaginowanego świata w mojej głowie… w którym mi dobrze.

Kiedyś myślałam, że jeśli się zabiję, to nie przeżyję już niczego pięknego, co może mnie spotkać, choć nikle w to wierzyłam, a ta wiara gasła… To właśnie jedna z tych chwil dla których warto było żyć i cierpieć, nawet, jeśli jest dziwaczna, zwariowana, niedorzeczna i niepoprawna. Moje myśli się mieszają… Jak w jakimś wielkim kotle, ale… czuję, że żyję! 

Ktoś inny oddałby za to dziś dużo, może wszystko…  Ja mam wątpliwości, ale nie dziś… 

Puścili znów „Człowieka w ogniu”. Od tego filmu wszystko się zaczęło… Dzisiaj znów go oglądam, ale czy… to będzie już koniec?  

12 listopada ’16

Zamknęłam wszystkie stare rozdziały…

„Nie chcę wiele, tylko żebyś Ty, hej Joe, znów tu był! „

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , | 4 komentarzy