Ciągła ucieczka

Dziś w nocy zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo nauczono mnie uciekać. Uciekać ciągle… Nie można być szczęśliwym, nie można się cieszyć, nie można być zakochanym, nie można odczuwać radości… Tylko inni mają prawo do tego. Tak jakoś naturalnie to czułam przez ostatnie lata. Właśnie wczoraj wieczorem uświadomiłam sobie, że ostatnie lata z mojego życia pamiętam jak przez mgłę. To były tylko bardzo silne stany, życie wewnętrzne, poplątane ze łzami, cierpieniem i bólem. Niczym przemknęły mi przed oczami, a czułam, jakby przelały się przez palce. Mało w nich było radości, spontaniczności…

Cztery lata wyrwane z życia, na które nikt już teraz nie zwraca uwagi. Czasem tylko słyszę zarzuty…

Nauczono mnie nie mówić o szczęściu i się nie cieszyć. Powiedziano, że nie mogę mieć 67658d5000021f46472d8c47chłopaka, czy faceta bo zejdę na złą drogę… To co działo się wokół mnie było więc paradoksem i choć wiedziałam, jako nastolatka, że tak chyba nie jest, to jednak nauczyłam się to ukrywać… Teraz mówią mi, że chcieliby poznać pana ze skrzydłami. Problem tylko w tym, że ja… nie potrafię… Nie potrafię przed nimi i dalej chcę uciekać, z lęku przed oceną. Bo przecież przed nimi muszę być silna. I nie mogę kogoś mieć, bo zejdę na złą drogę… No to jak mam im kogoś pokazać, przedstawić? Kiedy boję się oceny, bo przecież spotykając się z kimś, będę „tą złą”. I choć może już tak nie myślą, bo dostałam „przyzwolenie na kogoś” z racji wieku, to jednak w mojej głowie siedzi ta pierwotna wersja… Mama na pewno określi go słowami z jakiejś wyższej półki, nacechowanymi negatywnie i tyle z tego będzie… Ona nigdy nie lubiła osób kręcących się koło mnie. Nawet Łapacz krokodyli, którego polubiła w pierwszym momencie, potem został alko, kręcącym się z jakąś podejrzaną ekipą… a ja naiwną i nierozsądną.

Działają w paradoksie, sterując wszystkim, czym się da, żeby „uchronić mnie”, a tak naprawdę spowodowali, że czuję się winna dlatego, że chce być szczęśliwa i zadowolona.

Wczoraj podczas rozmowy z Mamą, jakoś napomknęła o naszym znajomym, tak jakby chciała zapytać, jaka była dalsza część tej historii… Nie chcę z nią o tym rozmawiać. Jeśli podejrzana ekipa i jeszcze pięć innych epitetów to zostawiłam temat… Sama już nie wiem…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Dwie drogi i… stawianie czoła największym wrogom!

W tych wieczornych godzinach próbuje czymś zabić czas… Myśli… Czasem jest tak, że ich już nie mam, bywa taki natłok. Teraz przez chwilę panuje spokój, wszyscy gdzieś poszli…

Pan ze skrzydłami daje mi powoli do zrozumienia, że mnie kocha… Ja jeszcze nigdy nie widziałam człowieka tak szczęśliwego i radosnego z tego powodu, że mnie może widzieć, no… prócz M., ale szkoda do tego wracać. Nie sądziłam, że mogę być dla kogoś aż tak cenna, po prostu żyjąc…

To wszystko wzbudza we mnie tylko poczucie winy. Poczucie, którego być nie powinno. Teoretycznie… Emocjonalne poczucie winy… śmieszne. Nie chcę go ranić, tak cholernie nie chcę! Ale moje emocje i myśli wędrują gdzieś indziej. Nie potrafię tak z zimną krwią… Będę go okłamywać w pewnym sensie? Z drugiej strony za dużo już we mnie było szczerości, dobroci… Zawsze kończyło się tak samo, fiaskiem. I jeśli znów się skończy będę miała dokąd iść… W jedną ze stron, w którą, nie wiem…. Jedna wydaje się być mocno osadzoną w gruncie skałą, druga wiecznym huraganem… ale jednak…

Poprzedniej nocy miałam dziwny sen… choć dopiero trzeci z… Nim. Pojechałam do jego domu, nie wiedziałam po co tam jadę… Weszłam i zobaczyłam, że leży w łóżku. Miał gorączkę… chwilę przy nim posiedziałam, potem… potem wiem, że chodziło o jakieś kobiety, coś przeglądałam w jego domu, kiedy chwilę później znaleźliśmy się w jakimś szpitalu. Tam coś do mnie mówił, przy takim zielonym stoliku… Potem się chyba zbudziłam.

Myśli czasem krążą jak szalone… nie odróżniam już co jest prawdą, a co tylko fikcyjną zabawą, gubię się w tym wszystkim analizując to… A on nadal zachowuje się tak, jak gdyby w nieznaczny i prawie niezauważalny sposób chciał mnie zachęcić do bycia w tym dziwnym czymś…

Ale jestem mu bardzo wdzięczna. Dzięki niemu muszę mierzyć się z największymi wrogami, jaki istnieją w moim życiu- z własnymi, przykrymi i wyczerpującymi mechanizmami i myślami. To jest bardzo trudne, ale kiedy wygrywam kolejną bitwę, czuję, że żyję, że daję radę i… że moje życie się zmienia i, że mam na tyle siły, by już nie spadać w dół. Uczę się żyć… na nowo… i z radością…

Nie wiem, bo będzie, ale nie chcę tego stracić… tych wygranych bitew… Trzymajcie kciuki, bo dziś wieczorem i jutro kolejna, i baaardzo wyczerpująca.

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Dziwne stany, których nie zrozumiałam…

Trzy dni spędzone z Panem ze skrzydłami pozwoliły mi się trochę oderwać i odejść choć na moment od analizowania… dziś  wróciłam do swojego, znanego mi świata, do swojego cyklu dnia. Znowu przypałętało się mnóstwo myśli… To takie uczucie, jakby na zewnątrz nic się nie działo. W mojej głowie jednak siedzi poczucie, że coś jest nie tak…

Przed chwilą miałam jakiś bardzo dziwny stan. Stan, o którym jeszcze nikt nie wie… Bowiem noszę w sobie różne cechy, skłonności, lęki- o wszystkim tym wiedzą pewne osoby, ale są takie momenty, takie jak ten dziś, kiedy czuję coś bardzo nietypowego, może nawet psychodelicznego. Przeszłość mnie dopada… choć dawno już pozbyłam się jej ze swojej głowy w codziennym życiu i wiem, że jest to oddzielone, są takie bardzo krótkie momenty, gdy wraca. Gdy analizuje swoje życie, relacje…

Wracają wspomnienia.  Rzadko kiedy ludzie doświadczają takich stanów, choć nie generalizuję, to wydaje mi się, że często żyją chwilą. Kolejna rzecz, która dzieli mnie od ludzi- doświadczam czegoś innego, nie wydaje mi się, żeby to było związane z tym, co zostało już rozpoznane. To jest coś innego… coś bardziej podobnego do tego, o czym śpiewali w swoich tekstach ludzie tacy jak Siewierski, czy Jaryczewski…

Nutka artyzmu, pociąg do psychodelii i inne odczuwanie świata…

I wiem, że się tego nie wyzbędę. To powróci od czasu do czasu, nawet, jeśli nie wiem jak byłabym uśmiechnięta na co dzień. Ale to pomaga przezwyciężyć lęk. Wobec takich stanów nie ma niczego „złego”, „niemoralnego”, „nieakceptowanego”. Może się więc zadziać wszystko. Świat w takim stanie rządzi się innymi prawami.

Chyba szukam wciąż usprawiedliwienia… jakiegoś portu bezpieczeństwa… Choć wiem, że jedyny, prawdziwy port bezpieczeństwa choć istnieje, nie może mi dać tego bezpieczeństwa…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Czego ja właściwie chcę?

Z myśli zbieranych wieczorem, z rozmów do późnej nocy, z wyrzucania z siebie tego, co tkwiło i tkwi we mnie przez jakiś czas, postanowiłam, że blog przeznaczam dla siebie. Za dużo tu myśli, tych szczerych, wyrwanych z emocji, poskładanych na słowo honoru…  Nigdy nie będę „normalna”. Za dużo we mnie złożoności… Może potrzebowałam czasu, żeby to zrozumieć, a jeszcze więcej, żeby to przyjąć? Kiedyś… chciałam być dobrym człowiekiem, zastanawiałam się, co jest dobrem, co złem. Na to pytanie nie odpowiedziała nawet filozofia. A ja? Chciałam… nie wyszło. Kolejny raz się nie udaje. W sumieniach czuję zamęt… Na dworze szaleje okropny wiatr, deszcz, aż krople rozpryskują się na moim oknie…

Mimo tego wiem, że żyję i mimo tych wszystkich komplikacji jakie stawia sytuacja jest mi dobrze. Uwolniłam się od przeszłości, to bezcenne. Nie wiem, jak on to zrobił, nawet się o to nie pytam na codzień ani siebie, ani nikogo. Nikt o tym nie wie… Nikt nie wie o tym, że moje życie się zmieniło, że poprzestawiałam sobie w głowie… Wie jedna osoba, właściwa. Nikomu nie powie, więc jestem spokojna. Czasem tylko zastanawiam się dlaczego? Dlaczego tak? Jako dziecko lubiłam marzyć, przenosić się w świat fantazji… Wiedziałam, że być może tego światu nigdy nie doświadczę, ale go kochałam i… nadal go kocham. Jeśli człowiek całe życie o czymś marzy, a ktoś nagle pokaże mu, iż to jest możliwe, choćby w małej namiastce… życie się otwiera…

Wychodzę do ludzi, nauczyłam się innego podejścia, wiary, choć może naiwnej…

Teraz są nowi ludzie, nowe sytuacje. Chciałabym zostawić to wszystko, co ciemne za sobą… Pan ze skrzydłami ( tak sobie go nazwałam od pewnego zdarzenia) chciałby szczerej relacji…To miłe, prawdziwe dość, tylko, że ja nie potrafię…  Ciężko jakoś mi odnaleźć się w tej sytuacji. Nie umiem zaufać i choć wiem, że na zaufanie pracuje się przez dłuższy okres czasu w takiej relacji, to jednak nie potrafię dlatego, bo wiem, że nie do końca zrozumie. Nie przeszedł przez to, co ja i choć wiele rzeczy rozumie, to wydaje mi się, iż może nie mieć punktu odniesienia. To dobry, prosty chłopak… Jasno określone zasady, szczerość, rozmowa. Takie podejście jest bardzo cenne niekiedy. Mamy iść porozmawiać… poznać nigdy nie zaszkodzi. Z drugiej strony jest mi potrzebny na uczelni. Lubię go… wiem, że przy mnie będzie. Choć nie opowiadam mu o życiorysie i choć wiem, że to jeszcze nie czas na to, wiem też, że nie chce mu opowiadać. Dodatkowo mam kogoś, do kogo mogę zawsze napisać, zawsze zadzwonić, nawet o 3.00 w nocy. Tylko, czy ja tego chcę? Najgorsze jest, że chcę… chcę stabilizacji, a z drugiej strony czuję, że chcę szaleć, bawić się, tworzyć, przeżywać różne emocje. On mi tego nie da… Nie chcę go ranić. Nie chcę też odrzucić… chcę tej stabilizacji, ale…Pojawił się właśnie teraz, w momencie kiedy poznałam inne życie, którego on wydaje mi się nie będzie rozumiał. Choć bardzo wspiera mnie w mojej pasji do koni. To jednak chyba nie o konie tutaj chodzi, ale nie będę mu tego tłumaczyła…

Mam nadzieję, że kiedyś moje pragnienie szaleństwa mi minie, wtedy będzie dobra ta relacja.

Miotam się… mam jeszcze Nietoperza, który ostatnio po bardzo długim czasie odezwał się na krótko. Rozmowa lakoniczna i nie długa… Przyjeżdża. Ja nie. Urwałam, choć to właśnie z nim miałam ochotę w poprzedni wieczór szaleć. Artysta… przypomina mi Indianera, ten bluesowo-rock’n'roll-owy świat. Tęsknię za tym. Jednak zachował się jak dureń… To trzeba przyznać…  Jest jeszcze jedna osoba, którą poznałam przez przypadek… Ona z kolei wie prawdę o moich stanach emocjonalnych, potrafi tłumaczyć… potrafi mi odkręcić spiralę w głowie…

Ostatnio naszła mnie myśl, żeby odezwać się do Pana Blond, jakoś tak… na pewno będzie chciał porozmawiać…

czego-ty-tak-naprawde-ode-mnie-ocze

Dzisiaj odezwała się też Chomiczkowa, tęskni za mną. Czy będzie ciąg dalszy naszych przygód, niekiedy traumatycznych, o których tutaj jeszcze nie wspominałam…?

Z jednej strony cieszę się, że mam tylu ludzi wokół siebie, nigdy tego nie doświadczyłam. Z drugiej strony, sama czasami nie wiem, czego chcę…

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

I jak tu wyznaczyć granicę?

To wszystko dzieje się w mojej głowie jakby w jeden długi dzień, choć mijają dni i noce… Dzień stał się krótki, a śnieg pokrywa powoli kolejne miejsca ziemi. W mojej głowie trwa coś dziwnego. Nie wiem, czy tylko w mojej…

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Siedziałam na dość twardym łóżku z Małą, w niewielkim pokoiku na poddaszu i obstawiałyśmy zakład o wiek. Dom ten powoli zaczynam traktować jak swój własny. Za niecały rok znów pewnie tam pojadę… Tak, było gdzieś koło 2.00 w nocy, siedziałyśmy i obstawiałyśmy dla zabawy. Być może chciałam się oderwać od M. Chciałam się dać porwać w wir zabawy, tylko po to, by nie cierpieć jeszcze mocniej…

Fenomenem było dla mnie to, że nie wyznaczył granicy… To, czego dowiedziałam się dużo później, przyprawiło mnie o ból głowy, żołądka i jeszcze paru innych organów. Zdałam sobie sprawę z tego, co się stało…

Tak naprawdę nie stało się nic… Z boku nic się nie wydarzyło, jednak… muszę przyznać, że takiego kaca moralnego nie miałam jeszcze nigdy. On i tak nie pokazał wyraźnej granicy… wydaje mi się, że nie chciał jej wyznaczyć. Zachowywał się tak, jakby wszystko było dobrze, ani przez sekundę nie wskazując na swoją nieco skomplikowaną sytuację, wręcz odwrotnie… Chyba jednak nie chciał wyznaczać tej granicy… bo okazję miał, aby dać do zrozumienia jasno, że nie chce. A ja… no cóż, po pierwsze było mi chyba wszystko jedno, chciałam zapomnieć o zachowaniu M. , po drugie… mimo wszystko wyróżnia się wyglądem.

Wstyd się przyznać, ale skokietowałam, no i… potem to już sam chciał się „przyjaźnić”.

Za drugim razem zrobił dokładnie to samo… tyle, że już sam chciał nawiązywać kontakt.

Po tym, jak zobaczyłam część prawdy, o której oczywiście nie wiedziałam, ścięło mnie z nóg…Jak można nie dać do zrozumienia, że w jego życiu są już takie osoby, które zawsze i bez względu na wszystko będzie kochał? Jego chyba też trochę ścięło… bo nastała cisza. Potem w mojej głowie były już tylko dwie opcje- albo się rozpada całkowicie to „nie wiadome coś”, albo akceptacja przedziwnego stanu rzeczy. Skończyło się na tym drugim…

Nie wiem, może dla niego to zabawa, dla mnie… Wiem, że to się skończy w tym sensie… Pewnie będę miała ekipę wyjazdową do realizacji pasji. Ale na chwilę obecną się cieszę…

„Bywa, że nie jestem szczery,
Czasem zwyczajnie kłamię.
Jestem próżny, pazerny.
Dbam tylko o swoje cztery litery.

Bywam małostkowy
Cyniczny i bezduszny
Osądzam bez litości
Bez serca i miłości.

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy…
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei…

Tak jak Bolek i Lolek
Tytus, Romek i A’tomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach Yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGyver i Pippi. x2

Miewam nieczyste intencje.
Łamię własne zasady.
Jestem niekonsekwentny,
drażliwy i nieznośny.

Nie potrafię słuchać,
a sam bez przerwy gadam,
jak gdybym istniał tylko ja,
a światem rządził szatan.

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy…
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei…

Tak jak Bolek i Lolek…(…)”

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Szczęśliwy wieczór…

Dzisiaj jest taki szczęśliwy wieczór. Znowu czuję, że on przy mnie jest, że go mam. Być może to ułuda, marzenie… może nieracjonalny spokój… Czuję szczęście, pojecie kiedyś dla mnie nieosiągalne. Czuję, że spełniają się najskrytsze sny mojego dzieciństwa, realizuje się fascynacja wolnością, że życie przeobraża się w sen, o którym  śniłam cały czas, całe życie. To było niewyobrażalne dotąd… nadal nie jest wyobrażalne, magia z mojej głowy się spełnia. Ta wymyślona, wyimaginowana, dziecinna, ta, do której zawsze uciekałam, gdy było mi źle. Wiem, że to naiwne, ale chce to czuć… gdyż nie wierzę, że to się spełnia. 

Zapisuję to, bo wiem, że za chwilę to uczucie zniknie, że go nie będzie. Zostaną wątpliwości. Dziś ich nie mam i czuję się od nich wolna, całkowicie. To takie piękne. Za dużo wątpliwości wciąż, za dużo… Pamiętam pierwszą wiadomość, czułam to samo… Nie wiem co robię do końca, albo wiem… wchodzę w coś dziwnego… ale zgubiłam się w szczęściu. Czasami mam wrażenie, że jestem tylko kłębkiem irracjonalnych myśli i wrażeń, wymaginowanego świata w mojej głowie… w którym mi dobrze.

Kiedyś myślałam, że jeśli się zabiję, to nie przeżyję już niczego pięknego, co może mnie spotkać, choć nikle w to wierzyłam, a ta wiara gasła… To właśnie jedna z tych chwil dla których warto było żyć i cierpieć, nawet, jeśli jest dziwaczna, zwariowana, niedorzeczna i niepoprawna. Moje myśli się mieszają… Jak w jakimś wielkim kotle, ale… czuję, że żyję! 

Ktoś inny oddałby za to dziś dużo, może wszystko…  Ja mam wątpliwości, ale nie dziś… 

Puścili znów „Człowieka w ogniu”. Od tego filmu wszystko się zaczęło… Dzisiaj znów go oglądam, ale czy… to będzie już koniec?  

12 listopada ’16

Zamknęłam wszystkie stare rozdziały…

„Nie chcę wiele, tylko żebyś Ty, hej Joe, znów tu był! „

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Zagubiona…

Stałam się zagubioną, choć właściwie patrząc obiektywnie nie miałam do tego powodów… 

„Z maila pisanego…” -7 listopada ’16.

Czasami mam takie wrażenie, jakbym żyła w letargu. Właśnie teraz takie mam chwile. Dlatego niczego nie pisałam, potrzebowałam chwili ciszy, jakiegoś odizolowania się od wszystkich i wszystkiego… To, co się dzieje w mojej głowie jest czasem dla mnie przerażające. 

Zmieniają się wokół mnie ludzie, ciągle ich przybywa… A co najważniejsze przybywa tych „prawdziwych ludzi”, z czego się cieszę… Moje życie się zmieniło… Jednak… Jakim kosztem? Zastanawiam się czasem, ile przyjdzie mi za to zapłacić…? 

 Wśród środowiska uczelnianego na początku byłam bardziej z boku, bo młodych mało, a jak już byli to pomysły mieli tak dziwne, iż nie sposób było ich zrozumieć. Teraz mam kolegów… przez przypadkową rozmowę, więc dziewczyny mnie nie cierpią,”cześć” nawet nie mówią.  Z tym, że… jeden się chyba we mnie zakochał… Jest mną zafascynowany, pisze ciągle, wszystko mu się podoba. A ja, no cóż… też mu odpowiadam, choć na początku było to z czystego interesu, żeby nie być samej w tej grupie. Jak z nim piszę przez sms, to widzę (jeśli to, co piszę jest prawdą), że chłopak jest inteligentny, możemy podyskutować na wszystkie tematy, zawsze mi chce pomóc… Akceptuje wszystko, łącznie z moimi dziwactwami. Ogólnie… opiekuje się mną jak tylko potrafi. Nieba by chciał przychylić. To jest miłe, sympatyczne… ale z drugiej strony podchodzę do tego z ogromnym dystansem. Tak samo było z M. i wyszło, jak wyszło… potem zostaje tylko cierpienie…:(

Nie wiem, czy ta pierwsza rozmowa była przypadkiem, czy nie, poznaliśmy się przez zainteresowania… taka zwykła, dobra rozmowa… Widziałam, że mnie słucha z zainteresowaniem. 

Rodzina się cieszy, bo coś niecoś powiedziałam, więc się cieszą, bo sobie „chłopaka” znalazłam, dobrego, jeździć chce, podwozić, pomagać… A to przecież nie tak w moim odczuciu… 

Ja sama nie potrafię nikomu zaufać, fakt też, że krótko go znam, bardzo krótko… i wiem, że fakt, iż dobrze się rozmawia, może być chwilowy… Z resztą, bardzo ciężko mnie do siebie przekonać po tym wszystkim… Dla mnie jest na razie dobrym kolegą… ale nie tylko chyba z powodu poprzedniego zranienia… 

A ten drugi powód, chyba prawdziwy jest o wiele, wiele gorszy… 

Jest na świecie taka jedna osoba, przy której  czuje dobrze i czuję, że mogę być sobą… Nie wiem, czuję się po prostu szczęśliwa…. A najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że on też nie pozostaje całkowicie obojętny na moje słowa, gesty… Choć to śmieszne, bo ciągle poznaje nowych ludzi, a takich kobietek ja ma na pęczki. To są gwiazdy, uwielbiane, dmucha się na nie i chucha, uwielbia… a fanki skaczą pod barierkami… Ja własnie nie zostałam fanką… może dlatego? 
Nie wiem, ale jeszcze bardziej dziwaczne i smutne jest to, że… to już dorosły facet, nawet bardzo dorosły facet… Wraz z tym wszystkim, co przeżył…

Nie wiem już, co mam o tym wszystkim myśleć. Nawet nie przeszkadza mi wiek, ale… to wszystko jest takie zwariowane… A nawet nie mogę nikomu powiedzieć, nie chcę…

Najgorsze to to, że za nim po prostu tęsknię… 

Podobno każda kobieta chciałaby mieć swego rycerza na koniu…  Mam, autentycznego w zbroi, na koniu i co? Więcej z tego smutku niż radości… choć też jest…  

Ciężko mi po prostu… On w pewnym sensie zmienił moje życie, w pewnym sensie na prawdę mnie uratował… 

Czasem jeszcze wracają myśli o M. Choć zostawiłam tę całą historię gdzieś daleko za sobą i nie czuję do niego już przywiązania, choć czasem tak chciałabym usłyszeć, co u niego, W dzień zaduszny widziałam Indianera, to dopiero trudne, choć też już nie czuję przywiązania. Wiem za to, że zniszczył wiele lat mojego życia, choć wiem też, że mu na to pozwoliłam… Jakoś sobie radzę z relacjami z przeszłości, nie rozwalają mnie już tak, jak kiedyś…

Przypomniała mi się teraz piosenka, którą kiedyś Mara wstawiła w komentarzu i choć, może nie mamy już lata, to podobnie się dzisiaj czuję… 

„Kiss me hard before you go,
Sum­mer­time sad­ness.
I just wan­ted you to know,
that baby you’re the best.

I got my red dress on toni­ght.
Dan­cin’ in the dark in the pale moon­li­ght.
Done my hair up real big, beauty queen style
high heels off, I’m feelin’ alive.”

Opublikowano Osobiste zapiski | Otagowano , , , , , , , , | 2 komentarzy

Wspomnienie Wszystkich Świętych…

Tekst ten pisałam rok temu…

Dzisiejszy dzień był dniem trudnym i nie ukrywam, że przyniósł wiele myśli, tych dobrych i tych złych zarazem. W południe wybrałam się aby odwiedzić groby w mojej miejscowości a także zajrzeć na grób Taty. Ubrałam się ładnie, rozpuściłam włosy, włożyłam kozaki na obcasie. Raz na jakiś czas mogę ładnie wyglądać… Muszę przyznać, że kiedy ładnie się ubiorę od razu lepiej się czuję, jak zadbana kobieta po prostu. Chyba każdy tego doświadcza…

Pojechałam więc na grób Taty. Włożyłam kwiaty do wazonu, zapaliłam znicze… stanęłam nad grobem i zaczęłam się modlić słowami, które akurat przychodziły mi na myśl. Patrzyłam na jego imię i nazwisko wypisane na marmurowej płycie grobu. Czasami podnosiłam wzrok, aby spojrzeć na1401386384_36578_1_0 krzątających się wokoło ludzi. Słońce akurat przebijało swe promienie przez wysokie drzewa, z których nie zdążyły jeszcze opaść liście. Stałam tak w swojej własnej wewnętrznej ciszy, choć dokoła było dość gwarno. Z czasem zaczęły powracać wszystkie wspomnienia, obraz mojego Ojca, jego oczy, jego głos… Podnosząc wzrok ponad płytę grobu widziałam cmentarną kaplicę. Wyglądała tak samo, jak w dniu pogrzebu. Pamiętam jak stałam tam prawie siedem lat temu, jak go chowali… Na chwilę znów się tam znalazłam. Znowu byłam tą małą dziewczynką, której łzy ściekały po policzkach, gdy patrzyła na trumnę swego Taty… Minęło prawie siedem lat, dziś przychodzę do niego już prawie jako kobieta. Zaczęłam do niego coś mówić w myślach… Przecież chodzę tam już tyle czasu i muszę przyznać, że są już takie odwiedziny, które mnie nie ruszają tak głęboko. Dziś jednak było inaczej. Stałam tam jako młoda dziewczyna, ta, która wyrosła z tej jego małej córeczki. Czy byłby ze mnie dumny? Nie wiem, bo nie poznałam go dobrze jako człowieka.  Patrzyłam na ten czarny napis i zastanawiałam się co by myślał, gdyby zobaczył teraz moje życie. Czułam się trochę winna, ale i dumna w pewnym sensie z siebie, że pragnę zacząć żyć dla siebie, a nie dla innych. Później szybko pozbierałam się stamtąd. Miałam jeszcze wstąpić do Mamy, a nie chciałam, żeby mnie widzieli upłakaną i zasmuconą…

Poszłam tam, oczywiście wszyscy się cieszyli, porozmawialiśmy, wypiłam herbatę, bo na kawę nie miałam ochoty. Przez długi czas nie było mnie w mieszkaniu u mojej Mamy, to też kiedy tam weszłam zobaczyłam sterty karteczek z wyznaniem miłości od męża mojej Mamy,  sporo nalepek i pamiątek z wycieczek. I kiedy tak spojrzałam na tą całą sielankową przestrzeń zrozumiałam jedno. Mama mentalnie odeszła…  I choć w większości takich sytuacji jest tak, że kiedy dziecko boi się, że straci rodzica, jest to nieuzasadniony lęk i tak się nie dzieje, to jednak w moim przypadku chyba się trochę tak zadziało. Nie poczułam lęku… Jestem już dorosła, muszę zacząć żyć wreszcie dla siebie. A mama… no cóż, przeżywa drugą młodość i może nie do końca jestem jej potrzebna? I niech tak zostanie… Później się tylko utwierdziłam w tym przekonaniu, gdy wczoraj tak serdecznie mnie zapraszała, mówiła, że mnie kocha i za mną tęskni, że chciałaby ze mną porozmawiać, a dziś zostałam skrytykowana. Nie rozumiem takiego zachowania. Nie rozumiem i nie zrozumiem już chyba nigdy. 
Wśród całej tej sterty „bibelotów szczęścia” znajdującej się w mieszkaniu dostrzegłam także tabliczkę z napisem „dla Dziadka od M.”.Wiem, kiedy ta tabliczka powstała, jednak udałam, że jej nie zauważyłam, tak, jak zwykle udajemy przed moją mamą i jej mężem. To miły gest z jego strony. Jednak o nic nie dopytywałam. Wcześniej bowiem dowiedziałam się, że mąż mojej mamy był u M. tydzień po naszej wycieczce, ale beze mnie. Zabrał tylko najbliższych, mnie i mojej mamy tam nie było. Co dziwne, nikt mi o tym wyjeździe nie powiedział, ani mąż mojej mamy, ani też ona, która wiedzieć musiała. Ale ja udaję, że o niczym nie wiem. Sądzę, że tak jest lepiej. Wiem tylko jedno- o moim liście nie wie nikt! Nikomu nie powiedział… uf… kamień z serca mi zszedł. Natomiast moja mama w ubiegłym tygodniu prosiła mnie, żebym przyjechała, bo musi mi opowiedzieć, co się działo w sobotę, gdyż dużo się działo i wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku, także będę zadowolona i na pewno się ucieszę… Więc pojechałam dziś z myślą, że może powiedzą coś na temat minionego wyjazdu. Ale dziś temat umarł. Zostałam tylko skrytykowana i tak bardzo się ucieszyłam, że właśnie muszę przelać to wszystko na papier wirtualny, bo jest mi po prostu zwyczajnie smutno… 

Później wstąpiłam jeszcze na inny cmentarz, odwiedzając grób zmarłej cioci. Szłam tam też z powodu poszukania mojego dawnego przyjaciela, gdyż mieszka niedaleko, a, że cmentarz jest w tych dniach uczęszczanym miejscem, teoretycznie mógł tam być. Jednak chłopaka owego nie znalazłam, więc szukałam nazwiska na grobie, bo przecież bardzo prawdopodobne, że leżą tu jego dziadkowie na przykład. Jednak nazwiska też nie znalazłam. Kiedy już stanęłam nad grobem cioci to poczułam się jak taka bardzo zapomnianą przez wszystkich dziewczyną. Słońce chyliło się już ku zachodowi, na cmentarzu panował taki dziwny poblask, czyniąc go przestrzenią bardziej magiczną niż smutną… Czułam, że kończy się dzień. Wracając czułam, że przez kolejny dzień mojego życia czułam się źle. Czy tak już będzie zawsze?
Kiedy przyszłam do domu poczułam potrzebę pójścia na spacer, więc poszłam… Przemyślałam wszystko raz jeszcze, trochę się uspokoiłam, wróciłam do czasów, kiedy potrafiłam się po prostu śmiać…

Dzisiejszy dzień nie był łatwy, choć niewiele się w nim zdarzyło, nie wiem, co będzie jutro, nie wiem, co będzie dalej.  Próbuje to wszystko jakoś poukładać w swojej głowie, całą moją sytuację… ale chyba wciąż próbuję… Mijają dni. Wiem, że kiedyś ich zabraknie…  Nie chcę narzekać, użalać się nad sobą, wiem, uwierzcie mi, wiem, jakie to jest męczące. Miałam do czynienia z depresantami, np. człowiek ów, który wyrządził mi tyle zła i przykrości w moim życiu. Wiem, że nie chcę się użalać. Jestem po prostu samotną, ładną, młodą dziewczyną, która czuje się zagubiona… Wiele takich na świecie, więc chyba mój blog nie wyróżnia się niczym prócz tego, że kocham bluesa i może to się wielu nie podobać, ale pragnę żyć w rytm tego bluesa, który jest w moim sercu. Może nie będę gasić papierosów na talerzach, bo nie palę i nie będę mieć wykształcenia podstawowego… Może nie będę śpiewać na polskiej scenie, ale chce być wreszcie wolna! Po tej całej melancholijnej chwili spędzonej na cmentarzach wstąpiła we mnie siła walki i uporu. Walki o swoje, chęci życia po swojemu, według swoich zasad, wartości… Wracam do normalności? Nie wiem. Jest wieczór, a ja pragnę pisać teksty, bardzo lubię… I mam gdzieś co ten cały świat sobie pomyśli. Czy tak wypada, czy nie. Powinnam się zająć czymś innym, czymś ważniejszym bo tak trzeba… A ja mam gdzieś, co trzeba! Muszę wreszcie zrobić coś, co daje mi radość! Przecież o higienę psychiczną też trzeba dbać… Bunt? Może i bunt… ale twórczy i choć trochę pomaga spojrzeć na siebie,  To, co wypracowałam sobie na terapii. Trzeba się sobą zaopiekować! Sobą, a nie innymi!

Wiecie co… chciałabym Riedlowi zaświecić lampkę…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 6 komentarzy

Ludzie na studiach inni są…

Na kilka chwil wyłączyłam się z życia… Przez ten czas zrobiłam parę fajnych rzeczy, uspokoiłam się, choć być może tylko względnie, byłam na uczelni… Tak, można powiedzieć, że żyłam. Na zewnątrz. W środku już ciężej. Najpierw moją głową targały różne myśli, takie, że aby je przyćmić, musiałam usnąć, potem zaś nie miałam czasu myśleć o czymkolwiek poza pragnieniem snu i odpoczynku. Nie ma to jak mieć weekend w poniedziałek… :-) 

Wyciszyłam się, nabrałam dystansu do sprawy, która sprawiała, że nie mogłam się uspokoić, dostałam też zapewnienie, że nie jestem odrzucona. To chyba ułatwiło całą sprawę w znacznym stopniu. Przeżyłam. Zawsze po wykładach czuję pustkę, taką pustkę z pytaniem „co dalej?”, bo przecież nie miałam czasu zaplanować nawet jednego dnia lub chociażby pomyśleć, co chciałabym robić przez czas „teoretycznie wolny”. 

Co do studiów, muszę przyznać, że inaczej je sobie wyobrażałam… Większość z grupy to ludzie dorośli, a nawet starsi, więc choć staramy się wszyscy zachować kontakt koleżeński, jest to utrudnione ze względu na wiek i zupełnie inny sposób życia. Na pierwszym zjeździe, na którym byłam, było mi tam źle… Siedziałam i pytałam się,” co ja tu robię?” Nie mogę powiedzieć, żeby było fatalnie, niektórzy chcą się uczyć, jest dostęp na bieżąco do notatek, jest pomoc, jeśli ktoś czegoś nie rozumie. Ale kontakt z tymi ludźmi za pierwszym razem ograniczał się do miłego pytania, jak tam leci, czy wszystko wiesz z wykładu i kto, gdzie pracuje. Niby normalne, dobre… ( A może to ja za dużo wymagam?) Ja mam też inne porównanie z w sumie nowo poznaną drużyną sportową (jeździecką) i tam wszyscy rozmawiamy na równi, kiedy się pośmiejemy to jest fajnie, jakoś tak wszystko weselej. I ja właśnie tak podeszłam do grupy z uczelni. A to do tego zagadam, a to do tamtego, nawet, jeśli kogoś nie znam, czy jest innej narodowości. Natomiast moja grupa nie przejawia raczej takich chęci. Powstały grupy, czy pary i choć komunikujemy się ze sobą wszyscy życzliwie, to jednak wyodrębniają się grupy i to akurat normalne, bo raczej każda grupa tak funkcjonuje. Z drugiej jednak strony troszkę mnie to dziwi, bo wydawało mi się do tej pory, że ludzie dorośli będą potrafili stworzyć jeden zespół. No cóż, trudno jednocześnie wymagać od takich osób, żeby chcieli nawiązywać głębsze znajomości ze „smarkami”.  Bo chyba trochę za takich uważają te parę młodych osób, które się znalazły w tej grupie. 

Z racji tego, że kiedy zaczęły wyodrębniać się pary i grupki, ja zagadywałam do wszystkich, nie mając jakiejś jednej grupy, z którą bardzo przebywałam, w efekcie tego, jakoś zostałam na boku,nie zawierając „bliższego kontaktu” z nikim, a powierzchowny ze wszystkimi, dlatego wyklad-tablica-notatki-duzopierwszy zjazd wydał m się ciężki. Jedynymi osobami, z którymi przebywałam w miarę często i z którymi najczęściej rozmawiałam, były dziewczyny poznane na inauguracji, młode, tak samo jak i ja. I są one w miarę fajne, potrafię się z nimi dogadać w sprawach uczelni, ale po jakimś czasie zobaczyłam, że jednak nie nadajemy na tych samych falach. Mówią mi, że analizują pewne rzeczy, że mają predyspozycje do bycia terapeutkami, a potem śmieją się z rzeczy, która mnie nie wydaje się śmieszna i prawdę mówiąc, dla mnie jest to humor z zakresu gimnazjalisty… Nie oceniam takiego zachowania, ale wydaje mi się, że chyba mentalnie zostały one jeszcze w szkole średniej. 

Wizja spędzenia z nimi całych studiów trochę mnie zaniepokoiła i zasmuciła szczerze mówiąc. Lubię je, ale wiem, że się nie porozumiemy w sferze emocjonalnej nigdy. Miałam już takie znajome i się nie udało. Nie generalizuje, po prostu widać, że te osoby mnie nie rozumieją, czuć to w rozmowie. Potem „przykleiła się” do mnie czterdziestolatka, która jest bardzo zahukana i potrzebuje chyba kogoś, kto by ją prowadził. Akurat biorąc pod uwagę moje wcześniejsze doświadczenia, wiem, że się na to nie zgodzę. Za dużo siły i energii dałam komuś, kto to wykorzystał, potem odpłacając się fochem i oskarżając mnie o coś, czego nie zrobiłam. Każdy sam musi nauczyć dawać sobie radę, tym bardziej w takim wieku. Bardzo nie lubię „wiszenia” na innych. Inne osoby w ogóle nie wykazały inicjatywy rozmowy, po za może jedną, z mojej strony oczywiście, więc w rezultacie, przyglądając się na moją grupę tak smutno mi się zrobiło… Czy czeka mnie taki sam scenariusz jak w latach poprzednich? Rozmowa tylko z paroma osobami… 

Jadąc zastanawiałam się, co takiego jest we mnie, że nie potrafię znaleźć i zobaczyć odpowiedniej osoby, do jakiejś bliższej relacji, nie mówię tu o przyjaźni, ale o rozmowie o czymś konkretnym, nie powierzchownym, pomaganiu sobie, pójściu razem na przykład po kawę. Przecież a takich małych pierdół biorą się relacje, rozmowy, może nawet przyjaźnie, czy znajomości. Stwierdziłam jednak, na pierwszy rzut oka i wchodząc powoli w świat terminologii, że większość tych dziwactw leży chyba w procesach poznawczych i ich funkcjonowaniu, które jest inne u mnie niż u innych osób. To tak bardzo z grubsza, ale chyba coś w tym jest. Każdy jest inny, to fakt i każdy dla każdego może być dziwakiem. Jest jednak takie coś, co podpowiada nam wewnętrznie, po paru godzinach, czy dniach spędzonych z drugim człowiekiem, że albo od do nas pasuje i się dogadamy na różnych płaszczyznach, albo nie. Miałam tak z moją przyjaciółką Chomiczkową, myśmy jakoś intuicyjnie wiedziały, że się rozumiemy, choć ona jest inna niż ja…  W tej grupie nie znalazłam takiej osoby, choć zapewne Mama powiedziałaby mi, że to moja wina, bo i tak niczego nie wiem o nich. Prawda, mało o nich wiem, ale… jest takie coś jak intuicja, jeszcze nie wiem, na jakiej zasadzie to działa, może oczekiwań, może predyspozycji, ludzie się przecież też zmieniają, a nam wszystkim jest ciężko się zaklimatyzować. Być może okaże się, że osoba, która zrobiła na mnie takie wrażenie, za jakiś czas okażę się bardzo fajną.

Na razie było jak było i muszę przyznać, że było mi smutno z tego powodu. Została jeszcze jedna grupa , do której jakby ja pierwsza nie podchodziłam, bo jakoś niezręcznie mi było tak bezpośrednio, no… normy społeczne mówią, żeby się trochę hamować i choć jestem osobą „na wierzchu” otwartą, to jednak w środowisku akademickim nie chciałam sobie od razu wyrobić opinii, że startuję do wszystkich, bo takie plotki niestety w dużej mierze gdzieś tam idą. Mianowicie… chłopaki. Ale akurat się tak trafiło, że siedziałam sama, bo już wszyscy siedli w dwójkach czy grupach i jeden z konieczności siadł koło mnie… Po jakimś czasie na wykładzie zaczęła się dyskusja o… literaturze. Przegadaliśmy jakieś pół dnia, potem on poszedł do kolegi, a ja zostałam sama. Jednak ten jego kolega jakoś dziwnie zwrócił na mnie uwagę i pod koniec wykładów sam do mnie podszedł, ( nie wiem, czy coś mu powiedział, czy nie). Chłopak ma troszeczkę podobne pasje, jak ja. Jest miły, uprzejmy. Fajny z niego kolega. Dodatkowo jest w naszej grupie najlepszy z przedmiotów ścisłych, więc wcześniej moje koleżanki podchodziły do niego, żeby im wytłumaczył to, czy tamto zagadnienie, a myślę też , że przy okazji się pokazać… Sek w tym, że na tym koszmarnym przedmiocie ze mną siedział i wszystko tłumaczył…  Pierwszy natomiast jest niespełnionym artystą, który zawsze posiada w głowie chaos twórczy….  No cóż, ludzie się różnią…. Nie mniej jednak, nie wiem, jak to do końca działa, zazwyczaj w takich sytuacjach narastają jakieś napięcia. No i chyba tak też jest. Kiedy na ostatnim wykładzie siedziałam pomiędzy chłopakami, moje koleżanki z którymi wcześniej spędzałam trochę czasu nawet nie odpowiedziały cześć, kiedy im powiedziałam na odchodne… Eh… Dlaczego kobiety są takie, jeśli chodzi o facetów? Wiem, że nie wszystkie, ale… jednak chyba część jakiejś prawdy w tym stereotypie jest. To są młodzi ludzie, może dlatego też tak odbierają pewne sytuacje, tak, jakbym to ja „zostawiła je, dla kolegów”. Nie chciałam nikogo zostawiać, ale też, kiedy widzę, że nie znajdę takiego kontaktu, jaki bym chciała, to po co tam być?

Opublikowano Refleksje różnorakie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Napięcie, napięcie, napięcie…

Nadszedł dla mnie ostatnio bardzo ciężki czas. Czas, w którym żyję w ciągłym napięciu, lęku i niepewności… Nie wiem, co mam sądzić (myślę, że najrozsądniej byłoby sąd zawiesić), nie wiem, co mogę czuć. Właściwie nie wiem, co czuję… Sprawy się pokomplikowały bardzo. Najbardziej chyba w mojej głowie. I choć nie doznałam odrzucenia ani skrzywdzenia, to już niczego z tego wszystkiego nie rozumiem. 

Nie potrafię się na niczym skupić dłużej niż godzinę, a przecież muszę się uczyć, nie mogę i nie chcę zawalić nauki, kiedy mamy teraz trudne rzeczy i trzeba się do nich przyłożyć, zdać i zapomnieć o nich. To niepokojące, znowu zaczynam coś „zawalać” w swoim życiu. Rodzina nie rozumie, jak silne mogą Strach-i-lęk-GM-2zib9y5fjnuvfppoto5wjkbyć stany emocjonalne i napięciowe. Tak, tego zawsze mi brakowało… zrozumienia. 

Wczoraj przespałam pół dnia, tylko po to, by odczuć trochę spokoju i na chwilę się oderwać od myśli, które powracają jak bumerang. 

Muszę się pozbierać. Muszę się zwrócić ku mojemu życiu i codzienności, moim zadaniom, jakoś się w tym wszystkim odnaleźć i uspokoić. Tylko jak, kiedy część rzeczy mam pozaburzane z normalnego podejścia do pewnych spraw i tym, czym człowiek bez takowych doświadczeń jak moje by się nie przejął,  tym ja potrafię się zadręczać przez długi czas. Wiem, nie muszę tego robić… Ale to jest walka z mechanizmem, bardzo silnym mechanizmem. 

Czasem patrzę na siebie przez dwa pryzmaty, z jednej strony pewną część rzeczy z tego świata odbieram inaczej, mocniej, nie tak, jak mogłabym to zrobić nie mając tych doświadczeń, które mam, z drugiej strony chyba jestem wartościową osobą, gdyż przez całe życie szukam rozwiązań i odpowiedzi wysokowartościowych, tłumaczę sobie świat dość skrupulatnie. Zapewne jedno z drugim się je… Wiem jedno, pozaburzanym czy nie, chciałabym kiedyś dojść do prawdy. Mojej prawdy, bo prawd jest wiele… 

Wszystko zawiera się w tym, w co wierzymy. 

Boję się… przez ten cały czas towarzyszy mi lęk, jakiś podświadomy lęk, przed przyszłością. To irracjonalne. Nie ma powodu się bać, ja się boję. Nie potrafię sobie w tym poradzić. Potrzebna pewność siebie, która jest duża, ale upada czasem. Mama powiedziała mi, że przecież ja jestem silna i odważna. Tak, jestem, ale… No właśnie, jest jedno ale… z niektórymi aspektami życia muszę się zmierzyć, żeby okazać się odważną i silną. Kosztuje to w cholerę… 

O dziwo nie chce mi się w ogóle płakać, nie czuję smutku, żalu, przygnębienia. Choć normalna osoba w takiej sytuacji powinna to czuć. Ja nie. Czuję po prostu napięcie i lęk, niepewność. 

Pomaga mi tylko jedna myśl- Po co? Kiedy czasami nie ma sensu się zadręczać… 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , | 14 komentarzy